niedziela, 29 kwietnia 2018

Mój życiowy ogród







































Starszej, na chwilę przed majówką,
Pani z wiolonczeli
przy mnie
powiedziała,
że jeśli w takim stanie pokaże się
po przerwie,
ona będzie zmuszona
poinformować mnie na piśmie
o zagrożeniu oceną ndst.
Ona,
że się starała,
ja,
że starać to się ma w domu przy ćwiczeniu,
a nie na lekcji,
znaczy się na lekcji też,
ale trochę,
i tu przyznam się bez bicia,
uszło ze mnie przy Pani.
Starsza wyszła z sali
z walecznym 'ja wam jeszcze pokażę'
i w zasadzie słusznym 'zamiast mnie przed nią bronić,
to ty jeszcze mnie sypiesz...' czy coś w tym stylu.
No jasne.
Ja na to, że wspieram i pomagam ci cały czas,
ale dziś już przeszłaś samą siebie.
I takie tam.
Wróciłyśmy wymęczone.

I tak sobie myślę metaforycznie,
że ta moja Starsza
jest trochę jak taka bylina.
Dlugo długo siedzi pod ziemią,
potem powoli wychyla te swoje pędy,
żeby pięknie rozkwitnąć
na sam finał...
Ja natomiast uczę się cały czas być
cierpliwym ogrodnikiem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz