sobota, 24 lutego 2018

Potem....

Od wczoraj doszły kości....
Gdy zadzwonił O. miałam akurat zajęcia u Be.
Zwinęłam się w kuleczkę w gabinecie logopedycznym,
na grubym zielonym niczym trawa dywanie.
Potem Be zrobiła mi melisę.
Potem pojechałam z rumieńcami po dziewczynki.
Potem zjadłśmy quasi ramen.
Potem zawiozłam je na tenis.
Potem wysłałam kilka smsów.
Że chcemy ją wyrwać z Radomia i koniecznie umieścić w Gliwicach.
Potem Młodsza obtarła sobie lekko powiekę.
Potem posłuchałam wiolonczeli.
Potem powiesiłam pranie.
Potem odebrałam kilka telefonów
zamknięta w gospodarczym.
Potem poszukaliśmy filmu na wieczór.
Potem rozeszliśmy się do spania,
Zawsze jest jakieś potem....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz