sobota, 20 maja 2017

Afrykańska mama

WO.
Ostatnio czytam głównie właśnie to wieczorami.
Lubię te już ciepłe, prawie letnie wieczory.
Są moje.
Ja - afrykańska mama - jestem wtedy najszczęśliwsza na świecie.
Mój cały świat skupiony na jednym poletku.
Wszyscy bezpieczni.
Lubię też popołudnia i te pospieszne obiady na naszym miniogrodzie.
Wtedy ja - afrykańska mama - mam poczucie doopiekowania, odpowiedniego dożywienia.
Poranki też lubię, kiedy po rozwiezieniu dziewczyn, ja - afrykańska mama - sprzątam pospiesznie
nasze małe obejście, ogarniam najważniejsze sprawy, przed pójściem do zaledwie
4-godzinnej, niedalekiej pracy.

Jestem taką afrykańską mamą, na miarę naszej cywilizacji.

W wywiadzie Margaret jakaśtam, zapytana o to, dlaczego z Afryki
przywozi psy i czy nie boi się, że zarzucą jej, że zamiast psów właśnie
powinna przywozić te biedne afrykańskie dzieci, mówi,
że przecież one są tam najszczęśliwsze na świecie,
bo ich afrykańskie mamy są zawsze w zasięgu wzroku,
nawet w pracy.
Ona dba o studnie i higienę.
Szczęścia tym biednym dzieciom tam nie brakuje.

Kropka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz