środa, 7 grudnia 2016

Po...

Już po....
W każdym miejscu związanym z diagnostyką
powinien według mnie być 'nadworny psycholog'.
Myślałam, że się przewrócę ze strachu na gresowej posadzce.
Nie umiałam usiedzieć na miejscu.
Wstawałam, wzdychałam, sprawdzałam, czy mam wszystko w torbie.
Gabinet wirował mi dokoła.
Serce kołatało.
Błagalnie podchodziłam do Pani z napisem 'rejestracja'.
Dookoła tylko wystraszone i milczące oczy innych kobiet.
Nikt nikogo nie pocieszał.
Każdy czekał na swoje osobiste 'wszystko w porządku'
i dalej w nogę.
A wystarczyło ciepłe słowa docenta od biopsji,
że to nic nie boli, żeby się uspokoić, że to jak ukłucie do znieczulenia,
więc po co dodatkowo znieczulać.
Ciepły głos profesjonalisty i fru na kozetkę.
Dziś jestem z siebie dumna.
Przede mną tydzień czekania.
Tylko tydzień i aż tydzień.
I nie chcę mówić sobie 'będzie dobrze'....
bo co jeśli 'nie będzie'...
Będzie jak będzie.
Jak śpiewał Bajor 'będzie,co ma być'...

2 komentarze: