poniedziałek, 27 czerwca 2016

Dance dance dance






























Słowo się rzekło, a przedpłatę przelało.
I tak oto robię sobie w tym roku wakacje
od męża i dzieci
i sama,
jak kołek,
jadę pod koniec sierpnia na 10 dni do Poznania
na wymarzone letnie warsztaty taneczne.
Nie mam żadnych złudzeń,
ani planów.
Mam jakiś ogólny zarys.
Dopisałam się już po zamknięciu oficjalnych zapisów
i wzięłam co było.
O poranku będę z rekwizytyami ćwiczyć broadway jazz,
a wieczorami z panem o latynoskim nazwisku, które oczywiście nic mi nie mówi,
będę pulsować do rytmów funky jazz.
Chcę zajrzeć na Śródkę,
której losy, też sama nie wiem skąd i dlaczego,
śledzę okiem fb La Ruiny...
I niczego więcej.
Chcę wtopić się w tłum.
Spacerować.
Jadać na mieście.
Biegać o poranku.
Wieczorami chodzić na taneczne pokazy.
Chcę zatęsknić.
Naładować muzyczno-rytmiczne akumulatory
na kolejny rok pracy.
Czekam....

1 komentarz:

  1. koniecznie kawa! w drugiej połowie sierpnia mamy urlop, ale przez kilka dni będziemy w Poznaniu.
    Nie odpuszczę Ci :*

    OdpowiedzUsuń