niedziela, 29 maja 2016

Mamy plany... O rany!!!

Maj ekstremalnym miesiącem był.
Od pierwszej kropki wypełnionej podstępną surowicą u Starszej
Przez wyczekiwanie w napięciu kropek u Młodszej.
Po niespodziewane, mimo wszystko, podstępne kropki u Męża
na kilkanaście godzin przed wylotem.
Ach...
Nie sztuką jest planowanie samo w sobie,
a szukanie wyjścia w sytuacji,
gdy z godziny na godzinę
plany legają w gruzach.
I tak też na wyspę poleciałam tylko ze Starszą.
Młodsza została zapobiegawczo z dziadkami.
Ostatecznie ospy nie złapała, ale....
Ale decyzja okazała się być dobra.
Bo...
Jest kilka bo.
Bo to był nasz czas.
Matki z córką.
Bez krzyków i upominania.
Bo jednak stres związany z czterema planowanymi
i jednym ponadprogramowym lotem i noclegiem w Londynie
po godzinnym kołowaniu nad wyspą z powodu mgły
jednak mnie przerósł.
Bo pokazałam Mężowi
i trochę też sobie, a może bardziej sobie niż jemu,
że pomimo ogromnej miłości i troski,
mam też swoje własne życiowe zobowiązania
wobec przyjaciół, wobec córek, wobec swoich marzeń.
To był nasz wyjazd.
To już na zawsze będzie nasze Jersey.
Nasz czas.
Na wiedeński koncert 2Cellos pojechaliśmy już całą czwórką,
ale to już nie było to samo.
Nie pomogły moje 'schowaj jęki do łazienki',
'bądź grzeczna, bo to czy tamto'.
Młodsza jednak chwilowo nie daje rady.
Nie na jednodniowy wypad do Wiednia 'tam i z powrotem'.
Na łażenie w pocie czoła i dotrwanie bez awarii do 20.00.
Koncert sam w sobie to było jednak
przeżycie ekstremalnie ekstatyczne.
Takie zwieńczenie całomiesięcznego napięcia.
I w Wiener Stadthalle temu napięciu daliśmy całkowity upust,
drąc się, wrzeszcząc, tańcząc, tupiąc...
Dziś odsypiamy.
Włoski streetfood, który miał ruszyć pełną parą w maju
musi na nas i nasz zapał poczekać....


















czwartek, 5 maja 2016

Listy

Szaro i buro.
A miało być słońce i wiosna.
Mąż dzwoni.
Regularnie.
Aż mnie to dziwi.
Rozmawiamy i rano.
I wieczorem.
I nawet w ciągu dnia.
Dziewczyny nadają rytm
mojemu tygodniowi ad libitum....
Cieszę się, że są.
Moja mała załoga...
Narazie nie myślę o 12 maja.
Tylko w głowie
nieśmiało układam listę rzeczy do spakowania.
Narazie tylko w głowie....

wtorek, 3 maja 2016

Wtorkowa kontrola.

























Wybiegłam dziś w pole.
Zostawiłam dziewczyny same w domu.
Nic tak mnie nie ratuje z opresji jak przyroda.
Ani ciuch, ani technologiczne gadżety, ani nawet żarcie.
Teraz mamy tu krzycząco żółty rzepak.
Biegnę i chce mi się płakać.
Ze szczęścia.
Mam to cudo pod prawie samym domem.
Pagórki, chmurki, ceglane domki w tle.
Gdzieś w tle impresjonistycznie zamazane Beskidy.
I uświadomiłam sobie, że to już trzy lata.
Trzy piękne lata mojego romansu.
Zaczęło się okrzykiem Basta!
i trwa do dziś.
Jest jak poranna kawa, bez której nie otwieram wyjściowych drzwi,
jak wieczorne mycie zębów,
bez którego nie położę się spać.
Jest moim tlenem,
moim windowsem na świat.
Katalizatorem moich myśli.
Amortyzatorem moich uczuć.
Jest salonikiem, w którym ucinamy sobie babsko-matczyne pogaduchy.
Z pobłażliwym uśmiechem przypomniałam sobie o wtorkowych kontrolach.
I pomyślałam, że skoro dziś przy wtorku,
to może czas na mały apdejt.
Na wadze 54,6 kilo kontra wyjściowe 62, a w najtragiczniejszym momencie prawie 70kg.
W talii 69cm - kontra 79cm.
W biodrach 84 - kontra 96cm.
Zasadniczo ubyło mnie sporo.
Beż zadnych diet.
To znaczy truchtanie sprawiło,
że jem mądrzej, ale to sprawa ogólnych zmian,
które jako rodzina wprowadziliśmy i nadal wprowadzamy
do naszego domowego jadłospisu na przestrzeni lat.
Ogólnie - jem wszystko.


Sceny wybrane

Jestem jak w jakimś transie.
Czwarty dzień zamknięta ze zdrowo-chorymi dziewczynami w domu.
Majówka w pełni.
A my?
A my oglądałyśmy w tych dniach 4-godzinnego King Konga
i wczoraj Titanica.
Oba ponad trzygodzinne i prawie do północy.
Wreszcie.
Obiecywałam to Starszej już od dawna.
Dowiozłam, w nagrodę za dzielnie co-dzien-ne uczenie się,
ćwiczenie i nadrabianie zaległości wszelakich -
obiecane żarcie z maka.
Spłakałyśmy się strasznie.
Wszystkie trzy wtulone w siebie
i splecione ramionami.
Każda o inną scenę,
ja o małżeństwo, które postanawia zatonąć w objęciach
na małżeńśkim łożu,
Starsza o kapitana statku, który staje w swojej kabinie za sterem,
a Młodsza o wczorajszą małpkę, bo jej się nagle przypomniało...

niedziela, 1 maja 2016

Vera-nda








































W takich dniach jak te
doceniam te 20m2
ogrodu
i 10m2
werandy...

Samo-dzielnie








































To już drugie podejście Starszej
do samodzielnego chorowania w domu.
Nic tak nie rozczula
jak kocia kanapka i rumianek,
która czekają
specjalnie na mnie
w porze obiadu
i świeże kwiaty
zamówione u babci 'dla mamusi'....