poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Między ciszą a ciszą

Jakiś czas temu
Młodsza zachorzała.
Jeden lub dwa dni,
już nie pamiętam,
podryndała sobie ze mną w domu.
Rosół pyrkał.
Cichutka klasyka
parowała z radioa
ufifranego białym akrylem fasadowym.
Słońce było
albo i nie.
Siemię lnianie dochodziło na małym ogniu.
Wyar z szałwi stygł obok naparu z kory z dębu.
Kaflok robił się coraz to cieplejszy,
Ona coś tam rysowała przy stole.
Niewiele pamiętam z tamtego poranka.
Potem minęło kilka tygodni.
I kiedy znowu pojawiło się tylko widmo
przedryndania ze mną kilku dni w domu,
odparła; "Wiesz, mogę znowu zachorować w sumie.
Było tak fajnie,'' "Czemu fajnie?"
"Bo było tak cicho''....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz