poniedziałek, 18 kwietnia 2016

41

Wino.
Piadina.
Bo na nic więcej w poniedziałkowy wieczór czasu nie mam.
Klamra czasu.
Idealnie się domyka.
18 marca przy okazji imienino-urodzin,
miesiąc temu niespełna
zadrżeliśmy z powodu wyników Taty.
Minął dokłądnie miesiąc.
I dziś, 18 kwietnia
w urodziny Męża
odetchnęliśmy z ulgą.
Tylko miesiąc
i aż miesiąc.
Wypiłyśmy z mamą butelkę białego wina.
Posłuchaliśmy opowieści
o ich biznesie
sklepowym
z początku lat 90-tych.
To tak na zachętę.
Wierzą w nasz rozsądek.
Kibicują.
Mężowi z tej okazji
dostał się kucharski
fartuszek.
Zobaczymy.
Nic nie mówię,
Siedzę cicho.
Będzie dobrze.
Kto nie ryzykuje i nie próbuje
niczego nie doświadcza.
Trzymajcie kciuki!

4 komentarze: