czwartek, 31 marca 2016

sobota, 26 marca 2016

Lawina myśli

Zdecydowanie należę do tych,
co tu i teraz...
i to wcale nie od wczoraj,
a już od dawna....
A mimo to
ostatni tydzień,
jak żaden inny
wbił mnie w teraźniejszość.
Nasza mała rodzinna
via crucis...
Nasze osobiste wyczekiwanie.
Niesamowicie trudne jest umiejętne czekanie.
Nie destrukcyjne.
Nie spazmatyczne.
Delikatnie tylko skropione porannym popłakiwaniem
z mamą do telefonu.
Każdego dnia, zamiast zdawkowego
przemytu reklamówek z gotowym domowym jedzeniem
i szybkim 'to do jutra',
wchodziłam z dziewczynkami do domu,
żeby pobyć....
Po prostu.
Nic jeszcze nie wiemy.
Ale przeczucia są paraliżujące.
Robię zatem zdjęcia Tacinych pelargonii,
które skrzętnie pielęgnuje już drugą zimę....
Siędzę na kanapie i wsłuchuję się
w kłótnie dziewczynek,
o to, która ma teraz wałkować serowe pranotki.
Słyszę jak podchrząkuje.
Potem razem oglądamy jakiś film
z Dustinem Hoffmanem i żółwiami,
a ja o niczym innym nie marzę,
tylko o tym, żeby On też kiedyś był takim
zdzwiwaczałym emerytem,
a patrząc na Nich, jak leżą razem
na kanapie,
żeby też kiedyś tak razem zatańczyli
takie kulawe od bolących stawów
'quick, quick, slow..."

Wcale nie będzie wesoło,
ani beztrosko...
Ale będzie.....






środa, 23 marca 2016

18 marca...

Przygwoździć się do tej chwili.
Zakotwiczyć się w tym momencie.
Podeprzeć hałasem dochodzącym z zewnątrz.
Zatopić twarz w słońcu.
Zatrzymać czas.
Dziś chciałabym.
Jak nigdy.

____________
Od tygodnia żyjemy w strachu.
Od tygodnia,
od tej pamiętnej kolacji urodzinowo-imieninowej,
od 18 marca...
zamartwiam się o Tatę.
O Tatusia.
Miało być tak miło.
Kolacja u nas.
6 urodziny Młodszej.
Imieniny ''dziadzia''.
I to puszczone mimochodem 'a bo dziadkowi wyszło jakieś złe zdjęcie'.
Dopytuję.
Indaguję.
I to jego sobotnie 'ja już czekam na wyrok'
przy sadzeniu bratków.
Od tygodnia jestem szara.
Bezbarwna.
Nie liczę na pocieszanie,
Wiem, że jutrzejsze wizyty mogą na zawsze zmienić
nasze dotychczasowe życie.

Idę pod prysznic.
Popłakać....

wtorek, 1 marca 2016

A urodziła M
































Ania od Biegania poprosiła mnie o kilka fotografii,
zanim urodzi małą Mi.
W przerwie między Ustroniem a Muszyną
wbiegłam do Niej na chwilę,
jak na biegaczki przystało,
poskakałam wokół
i nic absolutnie nie obiecując
popstrykałam
moim małym kompaktowym kanonem.

A. była wzruszona.
A ja dumna,
że Ktoś Taki
zaprosił mnie w tak prywatne miejsca
z aparatem
w tak intymnym momencie,
na chwilę przed porodem....