niedziela, 31 stycznia 2016

Na włoską nutę






























Dwa lata mieszkania w przedsionku Toskanii,
z widokiem na winnice
zrobiły swoje....

Wychodzę





































Wieczór.

One u babci i dziadka.
On z kolegą na 'palestra,pizza,pub'....
Dobrze, że mam basen, bieganie, łyżwy....
Dom,
jakkolwiek ciepły,
nasz,
i w ogóle,
może być schronieniem,
ale może być również
niebiezpieczną
pułapką....

sobota, 30 stycznia 2016

Marzę

Masz marzenie?
Ja mam....
Takie do spełnienia.
Jeszcze tej zimy.
Marzą mi się lekcje jazdy figurowej na lodzie.
Byłam już chyba z dziewczynami ze dwadzieścia razy tej zimy....
Gdyby nie to, że muszę cały czas tropić czerwony i pomarańczowy kask,
czy nie leżą na lodzie....
zamknęłabym oczy i założyła słuchawki z muzyką z Calgary z 88 roku
i wyobrażała sobie siebie jako Katarinę Witt....
A pomyśleć, że miałam tylko 8 lat......

Porankowo

Dopiero co  wstałam....
Jeszcze nie dopiłam kawy....
Ukradkiem dojadałam ostatniego poniedziałkowego muffina...
A tu małe stópki
i rozczochrane włoski
niespodziewanie
o wiele za wcześnie
pytają
na schodach....
"To jakie mamy dzisiaj plany...?"

czwartek, 28 stycznia 2016

New

Wchodzimy na nowy poziom
zaawansowania.
Starsza od poniedziałku choruje S.A.M.A w domu.
To znaczy nie do końca.
Bo dojeżdżam,
sprawdzam,
deleguję...
A to mamę do podgrzania obiadku,
a to tatę do posiedzenia,
i nawet V raz wydłużył sobie lunchtime.
Dziwne uczucie.
Usamodzielnianie....

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Plac Zbawiciela

Dla mnie
szokujący obraz
polskiej
drugoplanowej
rzeczywistości.
Nie zszokował mnie jednak katujący
i zdradzający mąż,
czy sukowata,
sfrustrowana teściowa,
a matka, która w tym wszystkim
cicho,
jakby na palcach,
żeby nie przeszkadzać nikomu,
na kilka godzin przed
tak drastycznym gestem,
niby nigdy nic,
ma jeszcze siłę
na grę w warcaby
z synami....

niedziela, 24 stycznia 2016

YT

Wieczór.
Oglądamy z mężem jakieś śmieszna filmiki na tubie.
Chichramy się jak dzieci.
Uwielbiamy to, i to i to...
Chwilę potem przez głowę przechodzi mi myśl,
że mogłabym tak nagrać mojego V,
gdy kilka dni temu
wieczorem
przed wejściem
na podjeździe
rozbijał w furii
kloce zlepionej soli
o zaśnieżoną kostkę
i przeklinał po włosku
całą tę naszą piękną polską
zimę.....

sobota, 23 stycznia 2016

Ordine....


Dzieci najpierw wprowadzają do  naszego życia gigantyczny chaos.
Po upływie czasu, nieprawdopodobnie je porządkują....

Na minusie


































































Po usunięciu ósemki jest trochę jak po porodzie.
Nic nie muszę.
Nikt niczego ode mnie nie wymaga.
Odpoczywam.
Do tego -16 na minusie.
Tej soboty włączam program na minimum....

niedziela, 17 stycznia 2016

Kontakt

Kiedy w październiku 2013 wracając z podradomskiej naszej wsi
nagle poczułam się nijak, na tyle dziwnie, żeby poprosić Tatę
o zatrzymanie auta pod Zawierciem,
czekając na przyjazd karetki
położyłam się na leśnym podszyciu,
odruchowo,
myśląc, że dopóki czuję rzeźkie powietrze
i wilgoć podłoża -
żyję.
Zwinięta w kłebuszek
słyszałam jak we mgle nadjeżdżający sygnał...
Potrzebowałam kontaktu z zimną ziemią,
żeby uspokoić się i upewnić,
że nie tracę kontaktu z rzeczywistością.

______

Zawsze tak miałam.
Kontakt z przyrodą,
wychłostana zimnym siarczystym mrozem twarz,
przewietrzone styczniowym wiatrem nozdrza
dają mi poczucie, że jestem
tu, teraz, bardzo.
Jestem.
Oddycham.
Żyję.
Chłonę.
Podziwiam.

I gdy tak biegam, mijam sztaby młodych ludzi.
Wpatrzonych w komórki.
Ciągniętych przez własne psy.
Zamiast na odwrót.
I myślę o tym, jak im współczuję,
że ta cała 'łączność ze światem' odbiera im kompletnie kontakt z otaczającą ich rzeczywistościa...







sobota, 16 stycznia 2016

Viaggi

Sobotnie poranki skłaniają mnie często do sentymentalnych blogowych wycieczek.
Klikam kolejno na styczeń 2011, 2012, 2013, 2014 i wreszcie 2015.
Czytam i nabieram pokory.
Pochylam się nad własnymi porażkami.
Z perspektywy cieplutkiego salonu
podziwiam wszystkie nasze decyzje o zmianach.
Odświeżam to, co niewątpliwie
dawno by umknęło w tym przebodźcowanym świecie.
Jest dobrze.

piątek, 8 stycznia 2016

10

Włoskie dzieci 6 stycznia czekają na befanę.
Moje polsko-włoskie dzieci
od listopada regularnie zgarniają prezenty
na wielu frontach.
A to cukierek albo psikus,
a to Mikołaj,
który przejechał przez dom dziadków
ale zahaczył też o nas,
po tym, jak bystre dzieciaki nie omieszkały
zapytać czy przypadkiem Mikołaj nie ominął Mikołowa.
No cóż...
Pod choinką, jak co roku, można było zorganizować
conajmniej zbórkę dla WOŚP.
I po tym wszystkim
6 stycznia
nagle wieczorne pretensje, że nic nie ma.
A po dość lakonicznym wytłumaczeniu
nagle jakieś wrzaski i wycie, które chyba najbardziej
wyprowadza mnie z wrównowagi.
Już miałam ryknąć.
Już miałam trzasnąć drzwiami i wysłać do przysłowiowego 'wyra'!
Ale nagle.... Pyk. W głowie lampeczka ledowa.
Zaraz, zaraz. Momento.
A może by tak pomyśleć o innych.
Przecież macie już swoje skarbonki.
Nie chodzi o drogie prezenty.
Ja z bratem za pierwsze zebrane pieniądze kupiliśmy
na Święta rodzicom po paście acquafresh...
Bo to wtedy znak luksusu był,
co najmniej jak dzisiejszy zestaw spa z body szopu za 99,99.
A wy?
Tylko pretensje, że mało,
że czemu nie znowu.
Szafa wam pęka w szwach od słodyczy.
Skład glukozy, że wystarczy conjamniej do czerwca.
A może by tak coś od siebie rodzicom,
skoro już wiesz, że to nie renifery i inne ludki krasnoludki.
Cisza.
I cisza.
I tylko buziak na dobrą noc.
Bo buziak być musi.


I nagle wczoraj.
Raptem dzień później.
Dzień dla mnie dość ważny,
szczególnie w kontekście ostatnich herzklekotów.
Nie wiem do końca czy te farbki plakatowe
rzeczywiście były takie pilne...
Nie wnikam.
Idziemy do sklepu.
Pytasz czy możesz do empika.
Idź, ale się nie zgub.
Zaraz do Ciebie dojdę.
Dochodzę.
Czekam chwilę, bo wiem jak lubisz szperać w płytach
w poszukiwaniu ukochanego Michaela Jacksona.
Ale czas mija,
A Ty dalej przeglądasz.
A mi się spieszy,
Poganiam Cię.
W końcu zniecierpliwiona wychodzę.
Ale po chwili wracam
i postanawiam doczekać,
bo frapuje mnie to, po co czekasz w tej kolejce.
Już myślę, że pewnie chcesz kupić sobie jakąś durną gumę,
bo wiem, że w kieszeniu masz 4 złote.
No, Twoja kolej.
Wyciągasz z kieszeni jakiś papierek.
Dochodzę zaniepokojona.
Co też Ci przyszło do głowy? Skąd w ogóle ta kasa?
A tu zza lady Pani podaje Ci prześliczne malutkie pudełeczko czekoladek
z misterną kokardką.
To dla Ciebie mamusiu.
Z okazji 10-tej rocznicy ślubu.
Wiem, że tatuś nie toleruje laktozy,
ale chyba nic mu się nie stanie,
jak tym razem dłużej posiedzi w łazience.
To co mi wczoraj powiedziałaś wieczorem...
Przemyślałam to sobie.
I w nocy do piórnika wsadziłam pieniążki z oszczędności.

I tak stojąc w tym empiku
po prostu się popłakałam.
I powiedziałam Jej,
że tak naprawdę największym prezentem
na tę naszą 10 rocznicę
jest Ona.
Nasz ponad 9-lat skarb.