sobota, 12 września 2015

Detto-fatto

Kawa z mlekiem sojowym,
bo nie zdążyłam,
stop,
nie chciało mi się już wczoraj kupować zwykłego.
Mąż ucieka do sobotniej pracy, a potem na sobotnią siłownię.
Ech.....
Głowa puchnie.
Od ósemki... a w zasadzie od dziury, która po niej została.
I od naszych wrześniowych decyzji.
Detto-fatto.
Szybka piłka.
Nigdy bym się nie posądzała o to,
że ja, właśnie ja, która wyznawała zasadę
'niech pozna prawa dżungli', 'im szybciej zobaczy na czym ten świat polega, tym lepiej'...
że to ja w drugim tygodniu czwartej klasy,
po nocnych rozmowach, analizach za i przeciw,
po kilku łykach jagodowej nalewki na spanie,
migotanie , ból głowy i inne...
że ja właśnie, w piątkowy poranek 11 września
w kilka minut,
przepiszę własne dziecko do prywatnej dwujęzycznej szkoły...
Stało się.
Wystarczyły mi dwa tygodnie dżungli...
A było już tak miło.
Dwa lata w szkole państwowej.
Fantastyczna wychowawczyni.
Świetna zielona szkoła.
Świetlica.
Dużo sportu.
I nagle obuchem w łeb. Zonk.
Bo 'nie, proszę pani, czwarta klasa to albo na ławce musi czekać,
albo do czytelni, jak jest otwarta, do świetlicy nie przyjmujemy, za dużo pierwszoklasistów, no wie pani przecież.....'.
Bo 'mamusiu, nie zdążyłam dziś na ten czwarty wf, bo stałam w kolejce do obiadu, a i tak zjadłam tylko zupę, no nie dało się szybciej....'.
Pierwszy tydzień jeszcze nie-nauki-na-dobre, a już trzy godziny siedzenia w domu popołudniu
i to nie z powodu zadań domowych, a z powodu z--a-l-e-g-ł-o-ś-c-i, dziur, niedokończonych
zdań. What the fuck?
Że nie mam orła i że muszę z nią pracować o wiele więcej, wiem...
Jestem po dwóch latach pracy u podstaw, nadrabiania zaległości, siedzenia z dzieckiem do wieczora.
Nie mam pretensji o zadania domowe.
Mam pretensje o ogólną ściemę propagandową....
Bo ona jest tym właśnie sześciolatkiem, który ewidentnie nie dorósł jeszcze do tego etapu.
Mam pretensję o pośpiech. O gonitwę.
O zmazywanie tablicy, bez zapytania i sprawdzenia czy do cholery jasnej
wszyscy napisali.
O nie-pochylenie się nad dziećmi, które wolniej, jak kura pazurem, z błędami.
O to, że po raptem tygodniu, dla mojej córki szkoła stała się sześciogodzinną czarną dziurą,
z której powolutku, popołudniami, z lepszym lub gorszym skutkiem usiłowałam ją wyciągać.

Mam mądrą, bystrą, wrażliwą dziewięciolatkę, którą błędnie wysłano po roku włoskiej szkoły
do drugiej klasy, a powinna polską edukację zaczynać od pierwszej.
Cóż. Tego nie cofniemy.
Dwa lata nadrabiałyśmy i goniłyśmy za klasą.
Czwartą klasę zaczęła w ostatniej lidze.
Nikt nie miał złudzeń, że będzie łatwo.
Dla mnie może być trójkowa.
Ale żeby aż tak źle?
Bóle brzucha, wizyty u higienistki.
Do kur.... nędzy!
To dopiero czwarta klasa....
A co będzie w liceum?

Pewnie, mogę się pozwalniać, zredukować pracę do socjalnego minimum,
i dylać do szkoły na 13, względnie 14.40, żeby dziecko nie siedziało do 15.30 czy o zgrozo do 16.00  na rozwrzeszczonym korytarzu.
Mogę siedzieć z nią po cztery godziny dziennie...
Ale czy na tym ma polegać szkoła?

Mówię nie....

______________
Od poniedziałku czeka na nas nowa szkoła.
Decyzja padła szybko,
choć mamy świadomość, że pociąga za sobą inne, równie istotne,
choćby tą, że za rok Młodsza też do niej dołączy.
I gimnazjum też pewnie pociągnie w tej formie.
Dla nas to jest  ogromne finansowe wyzwanie.
Ale jeśli mam lokować gdzieś moje pieniądze,
to zdecydowanie wolę wpakować je
w spokojny, radosny, pełen entuzjazmu rozwój własnych dzieci.....

Wierzę w to.....


Tyle z wrześniowego polsko-włoskiego frontu.....




4 komentarze:

  1. My zrobiliśmy tak po pierwszym tygodniu pierwszej klasy... To była dla mnie jedna z trudniejszych decyzji w życiu, okupiona nerwami, wiedziałam, że wpłynie na całe życie dzieci i nasze. Pamiętam ten weekend, kiedy - chyba podobnie jak Ty - analizowałam i móżdżyłam, i jeszcze przez kolejnych parę tygodni to trwało, także TRZYMAJ SIĘ! Aha, też byłam wyznawczynią "zasady dżungli". Ale nie chciałam za wszelką cenę, aby moje dziecko było traktowane przedmiotowo, ginęło w tłumie, przemęczone siedziało całymi dniami w szkole itp itd. Teraz jest piąta klasa i decyzji nie żałujemy, chociaż obciążenie finansowe jest niemałe i inne minusy takiej edukacji też są. Ale zalet jest więcej. Życzę, aby i u Was była to dobra decyzja, a nowa szkoła okazała się przyjazna dla dziecka i rodziców:) pozdrowionka, mm

    OdpowiedzUsuń
  2. o kurczę, nieźle. W sumie do przewidzenia, polska szkoła to masakra podobno, właśnie pod kątem ściemy, o której wspominasz. A pewnie wielu rzeczy tu nie napisałaś.

    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Co? Aż tak źle w polskiej edukacji? Jejku strach wyobrażać sobie co te dzieci przeżywają.. życzę powodzenia w nowej szkole!
    Asia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra decyzja! polska szkoła moze wykończyc....napiszesz o nowej? zycze, zeby nowa była piękną przygodą!

    OdpowiedzUsuń