środa, 22 lipca 2015

Ruszamy dalej

Środa. Kawa. Zwiewna firanka w oknie.
Jak tylko kawa postawi mnie do pionu
zacznę pakować toyotę taty
na wakacyjną wiejską tegoroczną wywózkę.
My robimy sobie przerwę trochę dłuższą niż 3 tygodnie.
Dziewczynki zostają tam już do końca.
Jak co roku - wakacje prawie zawsze poza miastem.
W tym roku biorę E.
Wiem, że będą chwile, kiedy popatrzę na nią
i popłyną mi odruchowo łzy,
ale z drugiej strony niezależnie od wszystkiego,
nie miałabym sumienia nie zabrać jej ze sobą
choćby na moment tam,
gdzie właśnie rok temu razem
czuły się tak bardzo wypoczęte
i szczęśliwe....

Ogród odchwaszczony,
pokoje dziewczynek wypucowane
i przygotowane na wrzesień.
Mąż tym razem wypoczęty
zostaje na polu bitwy
i niewykluczone, że może nas odwiedzi.
Ten lipiec jest dobry,
Jest bardzo dobry.

wtorek, 21 lipca 2015

Koniec wieńczy dzieło

A na koniec,
pomimo zawodu po upalnej wtopionej kolacji w San Daniele del Friuli,
poznajemy niesamowitych właścicieli b&b....
Rzymianie, którzy uciekli od zgiełku i chaosu stolicy
do podalpejskiej dziury
i po kilku latach prowadzenia pensjonatu
budują bungalow na Karaibach,
gdzie za dwa lata chcą się definitywnie przenieść
z dwiema córkami....

Czymże przy tym jest wakacyjne ogarnianie domu
i przepakowywanie walizek na kilkutygodniowy wyjazd
na polską wieś...
Ba!


Gusta

Godzinami przemierzałam zaludnione 'bibiońskie' plaże
i to co mnie ujmowało najbardziej,
to nie umięśnione i opalone torsy,
a spacerujące, trzymające się za rękę starsze pary...


Nasze miejsce 'con vista mare'

Mamy takie miejsce na półwyspie Gargano,
gdzie bar, restauracja, plac zabaw, a nawet parking
są z widokiem na morze....






Apulia.... moja miłość


A potem...





A potem, gdy dziadków zmienił tata,
było już tylko lepiej.....




A jednak

Tych wakacji miało nie być.
To znaczy bardzo chciałam,
żeby w tym roku się jednak odbyły,
ale wszystko się jakoś zaczęło rozpadać,
tak nagle za pięć dwunasta,
a potem nawet i pięć po.
Wizja zmiany pracy, a razem z nią
nowe roszady urlopowe i zerowanie liczników...
Jakieś nasze osobiste coroczne fatum....
A jednak 27 czerwca o czwartej nad ranem,
nad bardzo ciepłym i wilgotnym ranem
ruszamy...
Ja, dziewczyny i moi rodzice....
Cel banalny, północne włoskie morze, 
byle jak najszybciej do ciepła i plaży,
bez planowania, szybkie piątkowe bukowanie i fru.....
Bibione....
Banał, deptaki, czterdzieści rzędów parasoli
przy szaroburej zaglonionej plaży...
I kolejny raz przekonuję się, że
wakacje to nie do końca miejsce,
a stan umysłu....
W kilka godzin później kompletny reset.
Nie ma mycia podłogi,
nie ma opróżniania zmywarki,
nie drażni mnie zapiaszczona podłoga w łazience
i bezładnie i bezskładnie posłane łóżko...