czwartek, 21 maja 2015

Katofizyka






























NOSPR wypełniony po brzegi.
Schiff,
Koncert włoski
i Wariacje Goldbergowskie.
Na ten koncert czekałam pół roku
z biletami
w drugiej przegródce portfela.
Na pierwszych dźwiękach Arii
płyną mi cztery duże grochy po policzkach.
Chcę zamknąć oczy,
ale się nie da.
Chcę sobie odpłynąć,
ale hipnotyzują mnie
palce prawej ręki.
Trzy godziny mistrzowskiej muzyki.
Trzy godziny.
Nie godzina.
Nie półtorej.
Trzy godziny metafizycznego piano,
zaskakujących rozwiązań,
opanowania,
selektywnych, czyściutkich, perłowych szesnastek.
Są ludzie.
I są nadludzie.....

.

1 komentarz:

  1. Nie do końca kumam o czym piszesz, he he he :-) ale też kocham muzykę:-)

    OdpowiedzUsuń