wtorek, 26 maja 2015

czwartek, 21 maja 2015

Paradiso

Mój mały miko-raj....

Katofizyka






























NOSPR wypełniony po brzegi.
Schiff,
Koncert włoski
i Wariacje Goldbergowskie.
Na ten koncert czekałam pół roku
z biletami
w drugiej przegródce portfela.
Na pierwszych dźwiękach Arii
płyną mi cztery duże grochy po policzkach.
Chcę zamknąć oczy,
ale się nie da.
Chcę sobie odpłynąć,
ale hipnotyzują mnie
palce prawej ręki.
Trzy godziny mistrzowskiej muzyki.
Trzy godziny.
Nie godzina.
Nie półtorej.
Trzy godziny metafizycznego piano,
zaskakujących rozwiązań,
opanowania,
selektywnych, czyściutkich, perłowych szesnastek.
Są ludzie.
I są nadludzie.....

.

poniedziałek, 18 maja 2015

Tempo moderato

Życie w ostatnich miesiącach
nam się stosunkowo wyprostowało.
Pracuję ja, pracuje mąż,
nie ma czasu na psychiczne samookaleczenia,
rozgrzebywanie ran i mazganie się nad sobą,
życie płynie swoim rytmem...
A ja czuwam,
żeby tempo było 'moderato'
i żeby nie zabrakło w nim
rzeczy 'ad libitum'.

Tryb szkolno-przedszkolno-pracowy
dobrze mi robi.
Bez ochów i achów....
Bez spazmów.
Normalnie.
Stosunkowo.
Bywa, że chcę być bardziej,
że to co ma inspirować,
staje się chwilowo moją małą prywatną obsesją.
Ale fizjologia szybko sprowadza mnie na ziemię,
i nie umiem, po prostu nie umiem się nie wyspać
na przykład.
Nie wyspać znaczy nie przespać 8-9 godzin.

I tak oto rosną mi sterty prania do prasowania.
Ale nie umiem zarywać nocy, żeby mieć wszystko w kant.
Mam na szczęście to swoje trzecie piętro, na które
mało kto zagląda.
I choć drażni mnie strasznie rozpiżdżona garderoba,
to nie umiem na ten moment
jej ogarnąć.
Nie potrafię poświęcić weekendu
w umiarkowanym spokoju
na szukanie rozwiązań
w marketach budowlanych.

Chyba tacy już jesteśmy....

Sekrety

Czasem miga mi taka wątpliwość,
czy uda mi się utrzymać przed Nimi
w sekrecie
mojego bloga...

sORELLA

Ale z siostrą i tak jest lepiej....

niedziela, 17 maja 2015

411




















Rok.
Tylko rok.
Aż rok.
A za nami
regularne cztery godziny
poniedziałkowego czekania.
Lekcje wiolonczeli na czwartym piętrze.
Wspólne uczenie się ćwiczenia.
Razem.
Ja i Ty.
Pierwsza zerwana struna.
D.
Było warto.
Dla kilku minut Twojego skupienia
na tej olbrzymiej scenie...

Due
















Dwa tygodnie.
Bez porannej jajecznicy.
Bez nieposkromionego chichotu.
Bez buziaczków na dobranoc.
Bez 'szybko, szybko...'
Bez...
Kocham Cię maleńka.
I będę tęsknić...
Będę myśleć.
Ale wiem, że namiastka tej wolności, odpowiedzialności,
niezależności
 jest Ci bardzo potrzebna...

piątek, 8 maja 2015

Mama to mama

Film. Iron man.
Jakiś pan je lizaka.
Starsza: Ooo..... ten pan je lizaka.
Młodsza: No i co z tego. Mama też je lizaki.
Starsza: No ale przecież on jest dorosły i poważny,
a mama to mama.
_________________
Idę spać.

niedziela, 3 maja 2015

When I'm feeling blue


Are you ready?

Od tygodnia
myśli turlają się bezradnie wokół
nie do końca jeszcze wyjaśnionej,
tragicznej,
nagłej śmierci J.

Od tygodnia myślę
o Niej,
głównie o Niej,
i prawie tylko o Niej.

A wokół tych myśli
pojawia się
nieznana mi dotąd
panika...
Czy ja byłabym gotowa?
Co zostawiłabym po sobie moim bliskim?
Moim córkom?
Rodzicom?
Bratu?
Mężowi?
Przyjaciółkom?

...


Pewnie by....

Kilka łapczywie wypitych kieliszków
czerwonego wina
rozszerzyło mi
główną żyłę
doprowadzającą
nowe spojrzenie na moje dotychczasowe
tutaj
życie.
Dwie godziny błądzenia w okolicach Piekar Śląskich.
Trzy polsko-włoskie rodziny,
Pięć polsko-włoskich dziewczynek.
Chichy śmichy.

A zaraz wkładam dres
i biegnę z małym tealightem do J.
W końcu mamy
piękny niedzielny poranek.
Pewnie by pobiegła.....

sobota, 2 maja 2015

Szczęście...

napisane, nagrane gdzieś w zeszłym roku 
kiedy miałyśmy wspólny ogród, 
kiedy ja byłam tą sąsiadką z góry, 
ona tą z dołu... 

kiedy była......

(klik)

siedzę i wyję
w czarnej bluzce
czarnej plisowanej spódnicy
z obolałym sercem

piątek, 1 maja 2015

Przypadki?

Jodi Picoult 'Tam gdzie ty'.
Przeczytana przypadkiem.
Zgarnięta w ostatnim momencie
ze stolika 'polecamy'.
Przeczytana bez ochów i achów.
Z garścią konkretnych informacji,
jak na autorkę po Harvardzie przystało.
Uśmiech przy tytule
pierwszego rozdziału
nazwanym imieniem Starszej.
I wieczorne zaglądanie
z ciekawością
do historii
z wątkiem,
który coraz częściej
wkracza również w moje życie....


dopóki

idę pogrzebać w miniogródku
odzielić trawska od kiełkujących nasion,
idę w moje mini pole,
bo chcę dostać trochę po pysku
od porannego zimnego majowego powietrza
i chamskiego majowego wiatru.
dopóki to czuję
na mojej smutnej twarzy,
wiem, że żyję....