czwartek, 12 lutego 2015

Potrzebowałam....

Kawa.
Dobra, zwyczajna, poranna kawa z mlekiem.
Potrzebowałam tych dwóch tygodni.
Najpierw z dziećmi bez męża,
teraz z mężem bez dzieci.
Ze zdecydowanie zmniejszoną dawką pracy,
bez chronicznego przemieszczania się,
bez planowania jadłospisu
i przepakowywania woreczków,
plecaczków i torebek....

Potrzebowałam chwili wytchnienia
dla myśli i dla ciała.
Tak jak rok temu,
tak i teraz mam chwilową przerwę w bieganiu.
ale nie zmuszam się,
nie katuję,
potrzebuję tego.
Już dziś lekko drgnęłam,
gdy poranne nibysłońce mrugnęło do mnie
 zza zasypanego plexi-dachu naszej werandy.
Ale daję sobie chwilę.
Na wypicie kawy,
na wybudzenie twarzy,
na pomyślenie o tym,
jak to było miło wczoraj usnąć na męskim ramieniu
i wtopić głowę w jego wyćwiczone mięśnie
jak w masło....
Potrzebowałam tego....
Jak to miło się nie złościć, nie spieszyć, nie wrzeszczeć,
nie poganiać, nie krytykować, nie mieć stale wyrzutów sumienia...
Ten stan chcę w sobie zachować,
chcę z nim wejść w drugi semestr,
chcę zacząć sobie powtarzać 'stara, wyluzuj',
chcę chcieć mniej, bo wiem, że właśnie wtedy dam zdecydowanie więcej....

1 komentarz:

  1. Świetnie napisane, podpisuję sie pod tym!
    Oby nam sie udało:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń