piątek, 20 lutego 2015

Cztery pokolenia















Piątek.
Miała być spontaniczna Wawa, bo przecież nie odmawia się,
gdy dawno niewidziani znajomi robią kameralną imprezę
na 10 osób i zapraszają właśnie nas.
Jest za to lipa, malina, kora z dębu, amolek
i nagłe odwoływanie piątkowych zajęć.
Maszynista chwilowo wstrzymuje kurs...

Okej myślę.
Dobre i to.
Świat się nie zawali.
Zrobię zaległe pranie.
Wypróżnię stęsknioną zmywarkę.
Podzwonię tu i ówdzie.
Od tego w końcu mamy mamy.
...
I nagle chwila zadumy.
Parę kilometrów stąd
moja mama,
też dzisiaj,
też w piątek,
też zwalnia
dla swojej mamy,
która od kilku dni
z podejrzeniem zapalenia płuc
czuje się tragicznie.
87 lat,
Pogodna twarz,
prawie bez zmarszczek.
zawsze uśmiechnięta,
z ogromnymi zanikami pamięci...
Mama mamy...
Zaraz do siebie zadzwonimy,
zdamy sobie relację,
jak upłynęła noc,
ustalimy plan działania,
pokrzepimy się,
mamie pewnie załamie się lekko głos,
dodam jej otuchy...

Cztery pokolenia kobiet.
W linii prostej.
Tak blisko.
A w powietrzu wiosna
i ogromne poczucie troski...


1 komentarz:

  1. Bardzo ładnie napisane :o)
    pozdrawiam, Kika

    OdpowiedzUsuń