sobota, 31 stycznia 2015

Jadę...

Jadę.
Za chwilę.
Na ferie sama z dziewczynami.
Bo nowa praca.
Bo przecież nie 'mogę wziąść tak od razu urlopu'.
Ale ja jadę,
Sama i już.
Tym razem nie wywrócę do góry nogami kolejnego rodzinnego planu.
I wcale nie łudzę się.
że wreszcie wypocznę i się ze Starszą nagle 'odnajdziemy',...


że będzie mniej wrzasku i pyskówek,
że będzie pastelowo i sielankowo, bo góry, bo narty, bo sanki i dupoloty.
Wcale.
Biorę lipę na gorączki,
wodę utlenioną i olejki eteryczne na rożne nieżyty.
Kurkummę na mój wskazujący staw.
Jajka od szczęśliwych kur na poranne jajecznice i jajka na miękko...
I kompletnie o niczym nie myślę....

----

We współczesnej psychologii
powinni zdecydowanie zgłębić temat
'jak odnaleźć stabilizację
w destabilizacji
i epoce nieustannych zmian'...

5 komentarzy:

  1. Mimo wszystko i wbrew wszystkiemu wypoczywaj aktywnie w tych górach:-) Zmiana miejsca dobrze, a nawet bardzo dobrze robi na podniesienie nastroju, nie ma nic lepszego na poprawę samopoczucia, jak ruszyć się z miejsca i w drogę:-) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tego Ci życzę.
    Spokój i stabilizację trzeba odnaleźć w sobie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tez tak zrobilam, po ktorejs tam rewolucji zyciowej meza. Bylo morze, piekna plaza, bylo super.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasiu, dobrego odpoczynku! :) Mam nadzieje, ze te wszystkie domowe lekarstwa... sie nie przydadza! Lap kazda dobra chwile. Carpe diem :)

    OdpowiedzUsuń