czwartek, 1 stycznia 2015

31.12






























Gęś nadziewana renetą nasączoną w wódce z lubelskiej antonówki,
własnej roboty czatneje śliwkowy i cebulowy,
tartinki z przeróżnymi dipami,
pieczone kasztany,
soczewica o północy
i inne przyniesione przez gości...
Piętnaście osób,
dorośli, dzieci,
dwóch Włochów,
Szwajcar,
Polacy z londyńskiej emigracji,..
Koniec przed piątą...

Testujemy po raz kolejny możliwości naszego domu....





4 komentarze:

  1. zazdroszczę: nie-samotności, emocji, dzieci, męża, przyjaciól, pełnego domu. Nawet tych nieuniknionych klopotów, strachów, problemów, bolączek. Jestem sama od dłuższego czasu bo tak mi się ułożyło a mąż zginął w wypadku 0 lat temu. Żałuję, że nie mam dzieci... miałabym dla kogo chcieć, byłam młoda i głupia - pierwsze, drugie studia, wynajęte mieszkanie... może za moment. I z reka w nocniku. Dziękuję, że jesteś. Przynosisz nadzieję, pozdrawiam, v.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przykro mi... ale nowy rok, a zatem nowe nadzieje, myślę Wiolu, że wiele rzeczy pozornie nierealnych można jeszcze urzeczywistnić....

      Usuń
  2. Zabawa udana, menu sylwestrowe bardzo modern:-), gości nie za dużo, z każdym zdążysz pogadać, choć zawsze zostaje niedosyt rozmów, przesłanych uśmiechów, uprzejmości ...

    OdpowiedzUsuń