niedziela, 9 listopada 2014

Terapia

































Gotowanie
wspólne
może być dobrą
małżeńską
terapią.
I tak wczoraj,
zanim
pięciokilowa geś
ujrzała mikowskie światło,
w milczeniu,
całkowicie ogarnięci aurą
sobotniego obiadu
poocieraliśmy się o siebie,
trochę z przumusu,
trochę z przypadku
w naszej małej kuchni....

Było magicznie mistycznie....
Szóstka dorosłych,
piątka dzieci,
w tym dwójka raczkujących.
Gęś idealna,
śliwkowy czatnej po prostu genialny,
gnocchi w masełku szałwiowym
biły rekordy popularności.
Potem moje wiejskie nalewki.
Wybornie.
Rozmowy banalne,
O dzieciach.
Kredytach we frankach.
W naszym nowym domu bijemy rekordy gościnności....

1 komentarz: