wtorek, 25 listopada 2014

Gęś

Kawa.
Mocna.
Krople deszczu wpadają przypadkowo do patelni z makaronem i ragu'.
Mąż pokłócony.
Wyszedł do pracy z zupką w proszku.
Ciepły salon.
Bluza GAP.
Szum lodówki.
Błąkam się jak dziecko w londyńskiej mgle o piątej nad ranem.
Chciałabym w tym roku
po raz pierwszy zafundować dzieciom,
i sobie,
i nam,
chociaż jeden
zwykły tydzień ferii.
W końcu jest dom,
chwilowo obydwoje mamy pracę,
a ferie tuż tuż.
Marzy mi się Villa Toscana w Mursasichle...
ale na Tatry, Szklarską czy Bukowinę
chyba jeszcze za wcześnie,
wystarczy mi Wisła,
Ustroń,
przysłowiowy rzut beretem.
Dzieci podpytują mimochodem o hotel,
wyjazd, wakacje...
Nie umiem kliknąć w 'kup teraz', 'ostatni pokój', 'zamów'.
Ostatnie lata zmian wyrobiły we mnie
automatyczną reakcję 'a co, jeśli....'.
Głupia gęś ze mnie....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz