czwartek, 16 października 2014

Łyk


Rzadko, bo rzadko,
ale zdarza się,
że siadam w ciągu dnia,
w pustym domu,
przy kawie,
przy blogu,
z nogami opartymi o wiklinowe krzesło.

To jest ten moment,
ta chwila.
Ta cisza.

Spokojnie przeglądam ostatnie
istotne zdjęcia,
łyk,
jak mi dobrze,
mrużę oczy od październikowego słońca,
łyk.
nie mamy jeszcze firanek,
zawsze coś w te łikendy,
łyk

Jeszcze pół godziny,
łyk,
fuj, jednak z mlekiem to jest to,
jednak kolejny łyk,
trzy tabliczki czekolady zrobiły swoje
i czuję się senna,
a przecież za chwilę mam skakać
i kreatywnie pobudzać do zabawy
stadko zagluconych i rozespanych dwulatków.


Łyk.

Drażni mnie blogger z tą zmienioną funkcją
wstawiania zdjęć.
Tekst mi się rozdziela,
zdjęcia nia takie i nie tam gdzie trzeba.
Łyk.


Pewnie dlatego rzadko piszę.

Pewnie.

Jest okej.

Dziś kolejne kontrolne badanie usg piersi.
Lekarz nie wie,
albo udaje, że nie pamięta,
że znam jego chyba byłą już żonę.

Żadnego small talku, żeby rozładować emocje.
Zawsze są emocje.
Nawet jeśli nic mi nie jest i to tylko kontrola.
Dziś znowu po słowach
'wszystko w porządku' popłynęły mi odruchowo łzy po policzku.

Łyk.

Co myśli taki lekarz - myślę....

Łyk.

Dziś popołudniu w dwójce reportaż
nagrodzony prix italia
o wiolonczeliście Dominiku Połońskim.
Łyk.
W notatniku zapisane.
Nie zapomnieć!

Dominika nie znam osobiście
znam za to ojca, który kształcił swego czasu w Pałacu Młodzieży Derę
czyli dziś słynną aktorkę Anne D.
Brat Dominika, dziś znany kabareciarz,
chodził do klasy z moim byłym.
Pamiętam, że był nawet u mnie na sylwestra w czasach studiów,
pamiętam, że rozmawialiśmy na moim balkonie,
pamiętam, że był niższy
i że okropnie ściemniał.
Ściemnia do dziś,
Za kasę.

Czytam coś Alice Munro.
Czytam i po każdej linijce nie mogę wyjść z podziwu,
że za taki język i takie historie
dostaje się Nobla.

Może dotrwam do końca.
Termin zwrotu 10 listopada.

Łyk.

Kawa rozgoniła mi myśli.
Miało być o nas,
a w zasadzie jest o niczym...
















































3 komentarze: