czwartek, 30 października 2014

Broken

Coś pękło.
No kurwa.
Nie zawsze może przecież być okej.
Szybkie tempo codzienności
zaciera małe usterki i rysy,
które przy najmniejszym zwolnieniu
uwierają jak nieoszlifowany
ostry kamień w niewygodnym bucie.
Mąż aż wyszedł.
W pizdu.
Trzasnął drzwiami.
A może nie trzasnął.
Już sama nie wiem.
Byle do piątku.
Czyli właściwie do jutra.
Byle do jutra...

poniedziałek, 27 października 2014

Na nowo

Zobaczyć swojego męża w eleganckim garniturze,
lekko niedopiętej koszuli,
z nieco niestarannym zarostem,
na przyciemnionej scenie,
śpiewającego
niskim i nastrojowym głosem
mityczne 'Via con me' Paolo Conte
to conajmniej jak
wyjść
za mąż
na nowo...

piątek, 17 października 2014

Jest piontek






























Pierwszy taki piątek.
A jak wiadomo piątek to weekendu początek.
Odkąd wróciłam do pracy w świecie krasnali,
często rymuję.
165 rocznica śmierci Chopina.
Prawe ucho odbiera jaskrawe barwy programu o Domisiach,
lewe wsłuchuje się w radiową dwójkę.
Zawsze.
Cały czas.
Terapeutycznie.
Nie umiem już inaczej.
Reklamy i wszechobecme dżingle
powodują u mnie drganie powiek.
Dwójka to jak wkładanie noża do miękkiego,
wyjętego na godzinę przed, masła.
Wchodzi bez retuszu i oporu.
Jestem staroświecką trzeydziestolatką.
Wiem.
Ale nie umiem inaczej.
Dwójka to muzyka,
dialog, rozmowa,
opowieść,
pamięć.
Tak lubię.
Na trasie Mikołów - Tychy wpadam w hiopnozę.
Dobrze, że jest prosto jak drut.
I bez zboczy.

------------

No więc jest piontek,
ups,
piątek,
to od patrzenia na notatki Starszej,
gdzie tó i bló to norma.

Więc jest piątek.
Jest błogo.
Toniemy w cieple
dzięki białemu kaflokowi
z prawdziwą duszą.
Wszyscy zawsze po wejściu widzą właśnie jego.
Biały,
wymarzony,
postawiony przez zduna
obsługującego prawie wszystkie katowickie kamienice.
Kaflok też staroświecki.
Jak ja.

Jest piątek i jest namiastka wymarzonej werandy.
Weranda się robi.
Jest szkielet.
Ale taki, żeby nie zasłaniał zanadto krów
i chyba topoli.

Jest piątek i jest pomylone wino.
Słodkie primitivo di manduria.
Mąż stwierdził, że to 'zbrodnia'.
Nie wiem.
Nie znam się.
Dla mnie może być i słodkie.
Bo jest piątek.

Jest piątek i jest druga w życiu zupa według pięciu przemian,
na jutro, o której marzę tak samo jak o przeczytaniu kolejnego opowiadania Munro.

Jest piątek i zwracam Munro wczoraj utracony honor.

Z każdym opowiadaniem wsiąkam.

Jest piątek....

czwartek, 16 października 2014

Łyk


Rzadko, bo rzadko,
ale zdarza się,
że siadam w ciągu dnia,
w pustym domu,
przy kawie,
przy blogu,
z nogami opartymi o wiklinowe krzesło.

To jest ten moment,
ta chwila.
Ta cisza.

Spokojnie przeglądam ostatnie
istotne zdjęcia,
łyk,
jak mi dobrze,
mrużę oczy od październikowego słońca,
łyk.
nie mamy jeszcze firanek,
zawsze coś w te łikendy,
łyk

Jeszcze pół godziny,
łyk,
fuj, jednak z mlekiem to jest to,
jednak kolejny łyk,
trzy tabliczki czekolady zrobiły swoje
i czuję się senna,
a przecież za chwilę mam skakać
i kreatywnie pobudzać do zabawy
stadko zagluconych i rozespanych dwulatków.


Łyk.

Drażni mnie blogger z tą zmienioną funkcją
wstawiania zdjęć.
Tekst mi się rozdziela,
zdjęcia nia takie i nie tam gdzie trzeba.
Łyk.


Pewnie dlatego rzadko piszę.

Pewnie.

Jest okej.

Dziś kolejne kontrolne badanie usg piersi.
Lekarz nie wie,
albo udaje, że nie pamięta,
że znam jego chyba byłą już żonę.

Żadnego small talku, żeby rozładować emocje.
Zawsze są emocje.
Nawet jeśli nic mi nie jest i to tylko kontrola.
Dziś znowu po słowach
'wszystko w porządku' popłynęły mi odruchowo łzy po policzku.

Łyk.

Co myśli taki lekarz - myślę....

Łyk.

Dziś popołudniu w dwójce reportaż
nagrodzony prix italia
o wiolonczeliście Dominiku Połońskim.
Łyk.
W notatniku zapisane.
Nie zapomnieć!

Dominika nie znam osobiście
znam za to ojca, który kształcił swego czasu w Pałacu Młodzieży Derę
czyli dziś słynną aktorkę Anne D.
Brat Dominika, dziś znany kabareciarz,
chodził do klasy z moim byłym.
Pamiętam, że był nawet u mnie na sylwestra w czasach studiów,
pamiętam, że rozmawialiśmy na moim balkonie,
pamiętam, że był niższy
i że okropnie ściemniał.
Ściemnia do dziś,
Za kasę.

Czytam coś Alice Munro.
Czytam i po każdej linijce nie mogę wyjść z podziwu,
że za taki język i takie historie
dostaje się Nobla.

Może dotrwam do końca.
Termin zwrotu 10 listopada.

Łyk.

Kawa rozgoniła mi myśli.
Miało być o nas,
a w zasadzie jest o niczym...
















































czwartek, 9 października 2014

Faster!


Ż- Y - C - I - E

Ryczę, bo cały czas mam Twoje wczorajsze 'myślałem, że umrę'....
Myję akurat zęby elektryczną szczoteczką.
Zamieram.
Pasta cieknie bezkarnie po piżamie.
Starsza oparta o futrynę łazienki
jak na złość uparła się na rozmowę z Tobą
o inwazji biedronek w jej pokoju.

__________

Płaczesz Ty przez telefon na linii Brazylia - Polska.
Popłakuje mama dzwoniąc do mnie w środę rano.
We wtorek popołudniu nikt mi jeszcze nic nie mówi.
Żeby nie denerwować.
Bo to nie film Kill Bill,
tylko Twoja codzienna droga do pracy,
o zwykłej porze,
w tym samym mieście.
Cztery zakorkowane pasy.
Otwierasz okna,
bo gorąco.
Klimatyzacja nie pomaga.
Ktoś nagle coś od Ciebie chce.
Zajeżdża od lewej strony.
Wyciąga pistolet i każe zjechać na pobocze.
Od nadmiaru adrenaliny dostajesz drgawek.
Zamykasz okno i wciskasz na gaz.
Pędzisz trąbiąc, żeby nikogo nie zabić
na czerwonych światłach.
Masz benzyny na 100km.
Uciekasz przez 40 minut.
Tej części miasta kompletnie nie znasz.
Nie wiesz, gdzie komisariat policji.
Ostatecznie facet się poddaje.
Podjeżdżasz na parking i uciekasz
do centrum handlowego.
Czekasz.
Jesteś sparaliżowany strachem.
Nie wiesz, czy wrócić do auta.
Wracasz.
Jedziesz do domu.
Żyjesz.
Płaczesz.

____________

Może sprzedacie auto,
żeby nie kusiło.
Szyby kuloodporne zbyt drogie.
Zgłaszasz wszystko na policji,
bo kilkanaście radarów
zarejestrowało Twoją ucieczkę
i łamanie przepisów.
Musisz mieć alibi.
Policja radzi, że
na przyszłość trzeba wracać do swojej dzielnicy,
którą się dobrze zna.
Zwolnić,
udać, że się wychodzi,
a gdy facet stoi na jezdni
nacisnąć na gaz i go rozjechać.
W obronie własnej.

_________________________

Płaczę, bo jeszcze pamiętam nasz majowy uściski nasze majowe łzy...

_________________________

Płaczę...




poniedziałek, 6 października 2014

First

GGFisD
GGFisD
EEFisFisD

Zagrane.
Wczoraj.
Razem.
Ja i ona.
Ja na cyfrowej yamasze,
Ona na swojej ćwiartce wiolonczeli.
Na strunie d.

______

Nie jestem łatwą matką.
Wiem.
Nigdy nie byłam.
Wymagam.
Ostro pionizuję,
gdy zbyt długo zalega na kanapie
karmiąc wirtualnego stworka
o durnej twarzy ziemniaka.
Jestem jak carabiniere
bez uniformu.
Wiem.
Ale wiem też,
że to ten właśnie czas,
Kiedy budujemy im
życiowy kręgosłup.
Kiedy pokazujemy reguły gry,
nie tylko tej na czterech pustych strunach.
I za ten czas szczególnie właśnie dziś rano
jestem wdzięczna.
____________________________



niedziela, 5 października 2014

Hipnomuza

Setki kilometrów miesięcznie w aucie.
Radiowa dwójka rządzi,
Ale czasem gdy już mam dość klasyki
lub powolnej gadaniny
włączam dla odmiany trójkę....

Rzadko zostaję na dłużej niż kilka taktów.
Bywają jednak wyjątki...





Katowicka sowa



Słowa się przecież same nie zlepią.
Czasem lepiej popatrzeć.
Posłuchać.
Jak w tej rymowance o 'wise old owl'...