poniedziałek, 14 lipca 2014

Ukryte pragnienia

Ósemka się goi.
Teściowa gotuje.
Mąż rozmontowuje meble.
Dzieci błądzą w lipcowej mgle po domu już bez zabawek.
A ja w przerwach między pakowaniem pudeł
słucham....


















Prawie piętnaście lat temu napisałam zupełnie nieświadomie
w moje dwudzieste urodziny,
że w planach mam naukę języka włoskiego.
Potem koraliki się posypały.
Włoskie wakacje, włoski mąż, półwłoskie dzieci,
włoska świetna teściowa,
włoski do przeżycia teść.
Włoskie myśli, sny, w zasadzie włoskie życie...

Teraz mam ochotę na portugalski.
Absolutnie świadomie....

piątek, 11 lipca 2014

Tempo agitato



Wszystko naraz.
Ból. Antybiotyk.
Utrata pracy.
Nowa praca.
Przyjazd teściowej.
Zanudzone dzieci cały czas na głowie.
Przeprowadzka.
Wyprowadzka.
I aż mnie zatkało na samą myśl, że 12 miesięcy temu było podobnie....(klik)
i (klik)

środa, 9 lipca 2014

Mitologia stomatologiczna

Brazylia wczoraj dostała po pysku od Niemców,
a ja zebrałam wieczorem kilka lewych sierpowych
od chirurga szczękowego
i tak jak każda z nas ma swoje opowieści porodowe,
tak co druga osoba ma wspomnienia ósemkowe.
Moje będą z muzyką w tle,
bo żeby zagłuszyć łamiące się kości
i piłę, i haki i dłuto,
i sama już nie wiem co jeszcze,
poprosiłam o Georga Michaela na kompletny full...

niedziela, 6 lipca 2014

sobota, 5 lipca 2014

Wsiok

Wsiokiem jestem
i na wieś mnie ciągnie.
I tak szukaliśmy,
żeby do centrum
z buta można było na kawę,
ale z okna wieś
miała być,
jest
i będzie....

M.a.m.a.

Mama też człowiek.
Od kiedy jestem mamą...?
Jestem od kilku już dobrych lat.
Podwójną.
I słyszę to słowo 'mama' z pięć tysięcy razy na dobę.
Czasem zatykam uszy
i mam zamiar zamknąć się w łazience
i wyjść oknem dachowym
i uciec daleko po ceramicznych dachówkach,
a potem zjechać po rynnie i dać dyla
w najbliższe krzaczory.
A potem zdarzają się takie dni jak wczoraj i dzisiaj
i jutra kawałek.
I wtedy dociera do mnie,
jak bardzo zapomniało mi się, jak to jest mamą nie być
przez chwilę
i nie musieć nic...


piątek, 4 lipca 2014

Do Zet i Te

Pojechałyście na łikend,
na naszą - waszą wieś.
Takie uchachane,
że nie będzie mamy,
bo tata to nawet mógłby być,
bo się tak nie wydziera i nie szarpie czasami.
Spakowałam Wam garść sukienek,
i spray na kleszcze
i kolorowe stroje do wiejskiej kąpieli.
A teraz zajadam domowy hummus
i popijam go zimnym lechem,
który dzisiaj podwędziłam dziadkowi z jego spiżarki.
Ten weekend spędzimy z tatą na malowaniu salonu.
Tak czasem w życiu bywa, że wszystko się zjeżdża
i rozjeżdża równocześnie.
Wczoraj Waszego tatę zwolniono z kolejnej pracy.
Redukacja personelu.
Sory gregory.
Dziś kafelkarz skończył roboty
i rano, dziarskim głosem zaśpiewał jakieś
dwa patyki więcej niż sobie wykalkulowałam.
Te dwa patyki udało mi się wysupłać.
I tak oto
mamy z tatą przez ten łikend jakieś osiemdziesiąt parę złotych.
Pięć dych w portfelu
i 3 na koncie.
Salon będzie w kolorze promocji.
Dobrze, że w całkowitej nieświadomości zdążyłam
sobie wczoraj kupić porządny fluid,
a wam kilo krewetek na dzisiejszy tygrysi obiad...

Panelowo








































Nasze życie jest jak te panele,
co od trzech dni układam z tatą
w pokojach dziewczynek.
Bywa szaroburo, kolorowo,
żółto do zrzygania,
czerwono od złości,
bosko niebiesko,
ale najważniejsze,
że nierozłącznie...