sobota, 28 czerwca 2014

Otarcie...

To nie jest blog dzieciowy, lajfstajlowy,
kulinarny,
ani literacki.
Żaden właściwie.
Zbieranina w zasadzie nikomu
poza mną niepotrzebnych przemyśleń
dla potomności.
Stracił wiele na ważności
od kiedy
real wytoczył w moim życiu
realną walkę onlajnowi.
W zasadzie mogłabym zamknąć
i zatrzasnąć drzwi.
Mogłabym, ale tego nie robię.
Z czystej przekory.
A bo nie.
Blog nie idzie w żadną stronę,
nie ewoluuje,
nie rośnie,
nie rozwija się.
Tkwi jak łyżka w kilogramie cukru.
Jak patyk zanurzony w gęstym krochmalu.
Ale niech tkwi,
póki mnie się co jakiś czas zachciewa.
Ostatnio dużo rozmawiam.
Dużo dzwonię.
Wygaduję wszelkie możliwe dostępne mi limity
w PL i UE.
I ludzie dużo mądrych rzeczy mówią.
Trzeba ich tylko słuchać.
De, moja odnaleziona po latach bratnia dusza
z równoległej klasy liceum
oburzona reakcją znajomych na urodziny
syna
oznajmiła,
że dla niej
lajkowanie to, cytuję,
tak jak 'otarcie dupy'.
Cały czas o tym myślę.
Gdzieś mi to cały czas kołata
pomiędzy przedszkolnymi piosenkami,
a rytmami z rio.
Mam nadzieję,
że za tydzień,
gdy stuknie mi moje 34
nie skonćzy się
tylko na zużyciu killumetrowej
wirtualnej sraltaśmy...


3 komentarze:

  1. Bez przesady :). Wszystko jest dla ludzi i tylko od nas zalezy jak bedziemy uzywac FB, liki itp.
    Twoja znajoma moze nie mieszka za granica i nie widzi korzysci jakie moze przyniesc komunikacja ze znajomymi czy przyjaciolmi online :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Twoje rozmyślania, porównania i styl w jakim opowiadasz o świecie.
    pozdrawiam
    Aśka

    OdpowiedzUsuń