środa, 30 kwietnia 2014

Nie mogę spać


"Niemogęspać
Zawsze spie ale tej nocy niespałam
dziwne.
Obudziłam się o 5 nad ranem.
Tykał zegar, w bżuchu mi burczy,
boję się chałasów i ciemności.
Myślę o lodach i chce mi się jeść"


Nieprzymuszone trzy strony A4,
wyprodukowane grubo przed świtem
mozolnymi pisanymi literami
uświadomiło mi
jak wiele umie już moje
dziecko

It works...


Chyba...
magnez zaczął działać...
po miesiącach nie-bycia w swoim ciele,
nie-panowania nad emocjami, odruchami
i reakcjami,
jestem znowu sobą...
dalej z ikrą, dalej z pedagogicznym tonem,
ale miejsce agresji zastąpiła werwa,
miejsce krzyku - autorytarny ton.

sobota, 26 kwietnia 2014

Magia dat



To niby żadna specjalna data,
ale jakoś tak się złożyło,
że 23.04 urodził się Shakespeare,
o czym zawsze w dniu swoich urodzin przypominał mi
w latach naszego 'chodzenia' kwietniowy byczek Pe Er.
Rok temu 23 kwietnia zaczęłam biegać (tu).
A w tym roku, 23 kwietnia
kupiłam dom...

wtorek, 8 kwietnia 2014

To ja Ci powiem


Jakiś czas temu gdzieś natknęłam się na recenzję
książki o dzisiejszych trzydziestolatkach.
Książki nie przeczytałam,
tytuł i autor lub autorka wypadli mi kompletnie z głowy,
recenzja zginęła w czeluściach interświata.
Ale od tamtego momentu nieustannie
zastanawiałam się nad jakimś
sensowym, zgrabnym i logicznym opisem
nas.
Trzydziestoparolatków.
I powoli we mnie kiełkował ten wniosek.
Jesteśmy pierwszym pokoleniem,
które tak mocno sparaliżowane jest
wszechobecną już chorobą cywilizacyjną.
Bo to już nie są tylko anonimowe twarze
pojawiające się w okolicach kwietnia,
gdy czas na odpis jednego procenta.
To już nie są inni.
To tata uczennicy.
To mąż przyjaciółki, z którym dopiero co piliśmy wspaniałego
Rieslinga w ich wykalkulowanej i zaplanowanej
niemiecko-polskiej rzeczywistości nad jeziorem Bodeńskim.
To Asia Be, z którą nad Rawą wracało się czesto w pozycji wertykalnej
po nocy przetańczonej w rytmie 'Say my name'.
To O., która jeszcze kilka tygodni temu
w murckowskich bukach przygotowywała się
z nami dyletantami
do majowego maratonu,
a dziś odlicza dni do mastektomii.
To dziecko włoskich znajomych,
które dzisiaj w bólach i mękach
po prawie całkowitym usunięciu wątroby
okrutnie zmarło.
Jestem sparaliżowana.
Zdrowy rozsądek kłóci się z emocjami.
Podejście niczym z refrenu Bajora 'Będzie, co ma być'
przegrywa z codziennie dodawanym przymiotnikiem 'profilaktycznie'.
Szał na biobazary i wege knajpy pobudza wyobraźnię
i wentyluje i tak już nadszarpnięte kryzysem
i przeprowadzką portfele.
Pane e pomodoro do szkoły
i basta!

Jednak



Myślę, że ta poranna i wieczorna dawka magnezu
i pachnące pigułki labofarm niewiele zmienią...
Dorzucam zatem pleneroterapię...

Nawyki



Obok, z białą herbatką w ręku
czytam właśnie artykuł w WO o dobrych i złych nawykach
i z ciepłym uśmiechem ignoruję przeskakiwanie
z pierwszej do czwartej linijki...
Ważne, że w ogóle...

czwartek, 3 kwietnia 2014

Moje miasto



Moje miasto się zmienia.
A jednak wciąż pozostaje tym samym
postindustrialnym dziwakiem
bez placu głównego...

My comfort zone



Coniedzielny obiad u mamy i taty
stał się już prawie tradycją.
Daje mi to niesamowite poczucie bezpieczeństwa.
To takie nasze cotygodniowe lądowanie na miękkim sianie...

Głód



Ilość sztuczności wokoło
mnie paraliżuje.
Sok nie jest sokiem,
a owoc w jogurcie nie jest owocem.
Szynka nie jest szynką
i ryba rybą też nie jest.
Są takie dni, kiedy naprawdę wolę być głodna...

Drżę...

Mój świat pognał do przodu.
Ale każdego ranka
i zawsze wieczorem pochylam się
nad płowymi główkami i piwnymi oczkami
i dziękuję w duchu...
Zdarza mi się, że jadę do pracy
i najzwyczajniej zaczynam ryczeć za kierownicą,
bo im więcej masz,
tym więcej masz też powodów do drżenia o zdrowie
i bezpieczeństwo.
Ja mam wszystko, o czym kiedykolwiek marzyłam.
I codziennie, po cichutku drżę...