poniedziałek, 10 marca 2014

Polska się budzi



Kraj zalegają biegacze, poszukiwacze leśnych skarbów i patykarze.
Na parapety wylegają licznie tulipany, żonkile, goździki
i sarkastycznie patrzą na kiełkujące dopiero rzeżuchy, rzodkiewki
i inne sałaty.




Z wystawowych okien zsypuje się wszechobecny puder.
Pudrowy róż, pudrowy szary, pudrowy żółty i nawet pudrowy czerwony.
Wiosna.
Nie idzie.
Pędzi...

Mam ostatnio takie przemyślenia,
że jako świeżo upieczony pracownik odponiedziałkowo-piątkowy
zaczynam trochę spisywać na straty drugą połowę niedzieli.
Nie z powodu stresu, bo stresu u mnie brak,
ale z powodu koloru słońca,
nadmiernego przejedzenia,
i takiego poczucia, że teraz to już strzałka pokazuje
tylko w dół... potem już wieczór i fine,
a potem już tylko da capo...

A że lubię miasta po godzinach, wczorajszy spacer
tylko z mężem otarł się o kontury metafizyki...



K-ce po godzinach wygląda jak stadion dziesięciolecia po koncercie,
jak leśna polana po przejściu corocznej pielgrzymki na Jasną Górę.



Szpetota. Puste tramwaje. Obłąkani ludzie.
Pogubione nastolatki.



I ogólne wrażenie kolejnego epokowego lądowania na księżycu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz