czwartek, 12 grudnia 2013

A dzisiaj....


Rzeczywiście...
może czas już na bilans...
Minęły ponad 4 miesiące od oficjalnego przemeldowania,
trzy od podjęcia przeze mnie pracy.
Za chwilę święta i 13 dyskretnie ustąpi miejsca 14.
Jak jest teraz?
Dziwne uczucie,
bo nie pamiętam, żeby kiedykolwiek było inaczej.
Włochy wydają mi się dzisiaj jakimś sennym
chwilowym wykolejeniem.
Gdyby nie kilka starannie zapisanych chwil na tym blogu,
być może w ogóle bym o wszystkim zapomniała.
Na zasadzie naturalnego wyparcia.
Jak jest dzisiaj?
Szkoła polska jest zupełnie inna.
Jest gigantyczna.
Jest o wiele bardziej zmachinalizowana.
Wyczuwam zdecydowanie mniejsze natężenie
w relacjach rodzic-nauczyciel, rodzic-szkoła.
Idę, zaprowadzam, buziak na do widzenia,
odbiór ze świetlicy.
Żadnych integrujących działań.
Zadań niebywale mało. Mało pracy w zeszycie.
Codziennie namiętnie wertuję zabazgrane kartki, a tu nic.
To co uległo zmianie to moja sytuacja.
Pracuję.
Na pełnych obrotach.
Jestem 'wysoce' wykwalifikowana.
Mam jakąś tam swoją energię.
Mam już w miarę spore dzieci,
więc zawodowo mam niezłe branie
w całym tym kojcu pań, które albo zaciążyły,
albo odchowują, albo dopiero planują.
Oczywiście tyram za grosze.
Ale tyram.
Rzeczywistość stała się zatem zdecydowanie bardziej szara i rutynowa.
Obiady są odgrzewane i na odwal.
Do wtorku przejadamy to, co niedzielne.
Pranie schnie dopóki nie zostanie włożone na ciało.
Czas mknie.
Nie wiem, kiedy poniedziałek staje się piątkiem.
I wreszcie.... tak jak większość świata czekam z utęsknieniem na weekend...


1 komentarz:

  1. DC Jakbym siebie widziala iles lat temu....bardzo sie ciesze twoim szczesciem i poukladaniem w zyciu. Wiesz, ze jakis taki spokoj czuc z Twojego bloga w Polsce mimo pracy i na pewno duzej ilosci obowiazkow. Napisz czasem jeszcze cos o Polsce jak mozesz. To jak wpadanie na kawe do siebie. Pozdrawiam, L

    OdpowiedzUsuń