środa, 16 października 2013

Bez komentarza



Nie wiem, co powiedzieć.
Trudno mi cokolwiek pisać.
Patrzę na zdjęcia i widzę cudowny październikowy weekend,
spędzony z rodzicami na wsi.
Czuję jeszcze na ustach smak zwęglonego ziemniaka
i zapach dymu.
Widzę nostalgiczne malwy i wytęsknione za ciepłem cynie.



Ale słyszę też dzwonek telefonu i głos G.
z głuchym ' nic jeszcze nie wiesz?'.



I może to, że w drodze powrotnej wylądowałam w szpitalu pod Zawierciem
na nieodgadnione 'niewiadomoco',
które najpierw zadudniło mi w klatce piersiowej,
potem zamrowiło w rękach i nogach,
a na końcu prawie zwaliło z nóg
w pobliskie leśne przydrożne runo z zawrotami głowy
i uczuciem, jakbym już odpływała gdzieś tam na zawsze...
może to efekt przejęcia, stresu...
Oby....



Bo nie można tak po prostu uwierzyć,
że kilka miesięcy temu grało się ślubnie arię na strunie g,
a teraz kolejnej koleżance przygrywają tę samą arię
w ostatniej drodze na podczęstochowski cmentarz.
I aż trudno wyobrazić sobie, co musi czuć
młody człowiek, który postanawia skończyć ze sobą
w cudowny październikowy poranek 2013 roku,
gdy mamy wszyscy trochę ponad trzydzieści lat.
15 pięter nie daje nikomu żadnej szansy...



Więc dzwonię dziś pędem do przychodni.

Bo mam dla kogo żyć...






2 komentarze:

  1. Tak, to jest ta sama aria, tylko inne słowa jej towarzyszą..................

    OdpowiedzUsuń
  2. Boze Kasia!!! az mi ciarki przeszly!!!! to zycie nasze takie, nie wiadomo kiedy sie skonczy, trzeba zyc codziennie. I pewnie ze masz dla kogo!! dla samej siebie tez masz!!! I to moze byc stres, te wszystkie zminay itd (moga byc ataki paniki, tak sie objawiaja). ale ja trzymam kciuki za Ciebie i wiem ze bedzie dobrze wszystko...

    OdpowiedzUsuń