piątek, 13 września 2013

Zwyczajnie do przodu



Zrezygnowałam z mądręgo telefonu.
Oddałam go mężowi.
Niech sobie włoży włoski sim.
Na wypadek, gdyby ktoś coś...
Wróciłam do starej komórki.
Muszę eliminować zbędne i nic nie wnoszące w moje życie
bodźce zewnętrzne,
rozpraszacze i inne niepotrzebne aplikacje.
Jestem tylko dla tych, którzy o mnie wiedzą,
a nie dla tych, którzy trafiają na mnie
zupełnie przypadkiem.
Wróciłam do notesu z gumką.
Komputer włączam wieczorami.
Na chwilę, na moment, głównie odebrać maile.
Organizuję swoje życie zawodowe.
Nabieram wiatru w żagle.
Powoli, zgodnie z wyznaczonymi wcześniej zasadami.
Że popołudnia i wieczory dla domu i dzieci.
Że raczej tu blisko.
Żeby być pod ręką.
Że raczej w zawodzie.
Okołomuzycznie i okołojęzykowo.
Żeby znaleźć czas na wspólne domowe kolacje,
i na zrobienie chociaż kilku symbolicznych weków.
Na wypranie i wyprasowanie mężowi koszuli.
Na przygotowanie stroju na wuef.
I na mniej traumatyczne odrobienie lekcji.
Na bieganie co drugi dzień i na spacer z psem.
A w kuchni w tym samym rzędzie stoją
kawa, zielona herbata i melisa...





13 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz, jestem na podobnym etapie, tez uwielbiam spedzac czas z synem, pomagac mu w lekcjach, pitrasic cos smacznego w kuchni, nie wyjezdzac sluzbowo...
    Ale koszul mezowi prasowac nie bede, o nie! ;)

    Sciskam

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasia ja oczywiscie sledze Twoje wpisy ciagle, choc nie komentuje (ostatnio i u nas zmienia sie bardzo, napisze wiecej, jak juz bedzie pewne), ale ten wpis to jest o czym ja mysle od dawna i co chce zrobic w swoim zyciu i..... ciagle nie robie... Bardzo Cie podziwiam, to nie slodzenie ale stajesz sie powoli moja cicha bohaterka :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gosianna... to odrabianie lekcji to jeszcze dalekie od 'uwielbienia', ale pracujemy nad tematem....:)
    koszule? to moja zmora, ale ustałysmy ze Starszą, że popołudniami bierzemy się razem za to, co nie do końca jest naszą mocna stroną... ona lekcje, ja prasowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dona... ciekawam bardzo cóż to się w Twojej wloskiej rzeczywistości zadziewa:) dzieki Kochana za ciepłe słowa.... daleko mi do bohaterki :) ale komplement przyjmuję na klatę i wracam do ogarniania polskiej rzeczywistości! abbracci!
    K

    OdpowiedzUsuń
  6. Co do prasowania, Kasiu, to ja wlasciwie lubie prasowac :). Ale jako ze oboje pracujemy na caly etat i ja i tak o wiele wiecej robie w domu, uwazam, ze moj maz moze sobie choc sam prasowac koszule, tak jak robil to zreszta moj ojciec.
    Kiedys jedna profesjonalna szwaczka francuska nauczyla mnie jak dobrze prasowac koszule, wiec moze sie podziele: najpierw prasujemy kolnierzyk i mankiety, potem karczek z tylu, potem rekawy a na koniec boki :). Czyli od najmniejszych czesci do najwiekszych. W ten sposob nie zgniatasz tego, co wczesniej wyprasowalas. Oczywiscie rekawy skladamy na pol wzdluz szwu i prasu, prasu ;). A boki najpierw jeden, potem plecy potem drugi.
    Mojego meza nauczylam tak prasowac i nawet niezle sobie daje rade :).
    A co do robienia lekcji, moj syn je robi je zaraz po przyjsciu ze szkoly, jak trzeba robimy male przerwy a w ich czasie podajemy snaki :) i napoje.
    Z wiekszymi dziecmi warto sprawdzic czasem pewne rzeczy w internecie by poszerzyly sobie horyzonty tudziez sie zainspirowaly!
    powodzenia i uwielbienia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooooo! to ja prawie ekspertem od koszul być się wydaję :) bo zaczynam intuicyjnie od rękawów, potem karczek i największe płaty na koniec..... :)

      Usuń
  7. Trafiłam na twój blog przypadkowo i od tego czasu chętnie tu zaglądam.Kasiu robisz ciekawe zdjęcia i podoba mi się twój poetycki sposób wypowiedzi. Czerpałam wiedzę z twoich wpisów związanych z Italią.Cieszę się, że opuścił Cię zły nastrój i wszystko idzie w dobrą stronę. Tanti auguri a te!

    OdpowiedzUsuń
  8. kawa, herbata i melisa na pewno stoją bardzo pięknie ! jak to u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. narazie Basiu dużo u mnie nieładu.... czekam na meble:)

      Usuń
  9. To się nazywa żyć świadomie i nie pędzić z tłumem na rzeź.
    Życzę Ci dużo szczęścia z dokonywania dobrych wyborów.
    Wyspana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o jak mi się podoba to stwierdzenie 'pędzić na rzeź'. tak, dokładnie takie mam odczucie....
      w pewnym sensie też pędzę, ale w swoim rytmie i trochę kulawo:)
      pozdr.k

      Usuń