niedziela, 15 września 2013

By night



Przebieram nerwowo nogami pod czarnym stołem,
który ugina się od wymyślnych przekąsek.
Wysyłam z torebki smsa, że się spóźnię,
że nie dojadę na 20.00.
Przepraszam.
Muszę już iść.
Okej.
To widzimy się.
Będziemy w kontakcie, in touch, znaczy się,
bo język zebrania to oficjalnie angielski.
Wybiegam i wbiegam.
Wyprowadzić psy.
Wysmarować Młodszej plecki i wpuścić sól fizjologiczną do nosa.
To może jednak ja je umyję? Będzie szybciej...
Zobaczysz, że Tobie będą uciekać.
Okej.
Dziewczynki! Tempo, tempo!
Mamusia już jest spóźnona.
Chcecie, żeby babcia Wam poczytała?
To szybko! Fru!
Wskakuj na górę! Przecież śpisz na górze, nie na dole...
O nie, nie.... moja droga.
Fru na górę i to szybko!
Jak będziesz odstawiać takie kino, to to będzie ostatni raz,
taki że babcia przychodzi i tutaj śpi.
Kurcze...
Ale ona kaszle.
To może jednak sobie daruj.
Jakie daruj?
Przecież to tylko katar i kaszel.
Proszę Cię.... nie stosuj na mnie psychicznego szantażu.
Zależy mi.
Dobrze, tylko się tak nie złość.
Jesteś strasznie nerwowa.
To nie są nerwy tylko dyscyplina.
Zobacz, nie było mnie godzinę i ma rozbitą wargę.
A ten popołudniowy spacer też nie był konieczny.
Widzisz jak kaszle?
To nie spacer!!!
Ona już wczoraj miała gluta.
Tak...
Ale gdyby nie spacer, może nie byłoby teraz kaszlu.
Mówię Ci, z tego jeszcze będzie gorączka.
Trzeba było siedzieć z nimi w domu.
Ale się nie dało.
Skakały, wrzeszczały...
Okej.
Dobra.
Odbierz. Dzwoni tata.
No cześć. Jak to?
Kredens nie, a motor tak?
Jak to się nie zmieści?
Przecież tam już nic nie zostało.
Dobra. Nic to.
Przeżyję.
Przemaluję na biało ten brązowy.
A ile wam jeszcze zostało?
Okej. Pa. Pa.
Muszę lecieć.
Szybki sms.
Wyjeżdżam za kwadrans.
Dziewczynki, dajcie mamusi buziaczka.
Ciao. Ciao.
Sms. Nie spiesz się. Siedzę w maku na Stawowej i czytam gazetę.





Cisza.
Spokój.
Wilgotne wieczorne powietrze.
Jadę do centrum.
Włączam Dwójkę.
Nie.
Nie podoba mi się.
Nie mam ochoty na chorał gregoriański.
Nie teraz.
Chcę czegoś rytmicznego.
Trójka.
Okej. Niech będzie Trójka.
Ooo. Już Katowice.
To jednak rzut beretem jest.
Zerkam na komórkę.
20.55.
Nikt nie dzwoni.
Oddycham spokojnie.
To tylko katar i kaszel przecież.
A ja jadę tylko uczcić podpisany wczoraj akt notarialny.
Pada.
Lubię Katowice w deszczu.
Jak to było?
Za wiaduktem w prawo w Chopina.
Kur.... nie ma miejsca.
Hej.
Jestem pod dawnym Marcello.
Podejdź, bo nie mam gdzie zaparkować.
Okej.
Jak to nie masz? Tu jest miejsce.
Jedź! Proooostooo, prooostooo.
Jeszcze... noooo. idealnie.




To gdzie idziemy?
Tylko proszę, nie na Mariacką.
Chcę zobaczyć moje Katowice.
Spokojnie.
Może dworzec.
I tę nową galerię.
Zanim jeszcze otworzą.
Oooo. Kurcze. Jaka ładna.
Ale wiesz co... zasłania dawny zachód słońca.
Pamiętasz?
Estakadę? Można było się zabić na gumowych wytłaczanych schodach...
Zjechać na pysk prosto w panie z różami i bajglami.
Ale była perspektywa. Horyzont. Słońce.
Teraz tu będzie zimno i wietrznie pewnie.
O kurcze, ile meneli...
Na bułkę?
Proszę.
Dworzec nowy, ale menele ci sami.
Tylko krzesła takie specjalnie powyginane,
żeby podobno usnąć się nie dało.
Idziemy.
Mży.
Zasłaniam gardło, bo w poniedziałek próba w teatrze.
Miasto pełne młodych ludzi.
Nie chce mi się nigdzie siadać.
Chcę iść.
Przejść się.
Patrz. Dancing na Mickiewicza dalej działa.
Matko, popatrz, Ci ludzie są w naszym wieku.
Daj spokój.
Z dyszkę więcej mają.
Jak nic...
Muszę lecieć.
Jutro będę nieżywa.
Oczywiście, że Cię podwiozę.
Będziemy w kontakcie.
In touch.


















3 komentarze:

  1. ostatnio nie komentujęę, bo buduję swoją nową rzeczywistość. ale zaglądam. pojęcia nie masz jaką mi zrobiłaś frajdę tym makiem na Stawowej i innymi "miejscówkami". tak na chwilę. jak Mikołów? (bo między wierszami doczytałam, że teraz tam).buziak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mikołów.... kolejne moje miejsce na ziemi..... zdecydowanie zbyt szybko sie przestawiam i przyzwyczajam :)

      Usuń
  2. Umiejętność szybkiego przystosowywania się do nowych warunków i różnych okoliczności życiowych to wielka zaleta. Będziesz w życiu mniej cierpiała.
    Wyspana

    OdpowiedzUsuń