niedziela, 29 września 2013

Nie tak

Czasami tak bardzo chce się być we wszystkich materiach
i na każdej płaszczyźnie slow,
że żeby osiągnąć ten stan,
trzeba dziko pędzić...

piątek, 27 września 2013

Gdyby nie było



Czasem mam takie wrażenie, że gdyby nie dzieci, to bym od 'nas' uciekła.
Dała się komuś porwać w kolejną narwaną podróż.
Pojechała do brata autostopem przez ocean.
Nie wróciła na noc.
Przestała płacić rachunki, a niech odetną...
Pojechała na kolejny kurs językowy, bo zawsze może się przydać.
Przeżyła kolejną wielką niepowtarzalną, świeżą na zawsze miłość...


Ale to tylko i na szczęście gdyby...
Ale kto wie...?

poniedziałek, 23 września 2013

sobota, 21 września 2013

niedziela, 15 września 2013

By night



Przebieram nerwowo nogami pod czarnym stołem,
który ugina się od wymyślnych przekąsek.
Wysyłam z torebki smsa, że się spóźnię,
że nie dojadę na 20.00.
Przepraszam.
Muszę już iść.
Okej.
To widzimy się.
Będziemy w kontakcie, in touch, znaczy się,
bo język zebrania to oficjalnie angielski.
Wybiegam i wbiegam.
Wyprowadzić psy.
Wysmarować Młodszej plecki i wpuścić sól fizjologiczną do nosa.
To może jednak ja je umyję? Będzie szybciej...
Zobaczysz, że Tobie będą uciekać.
Okej.
Dziewczynki! Tempo, tempo!
Mamusia już jest spóźnona.
Chcecie, żeby babcia Wam poczytała?
To szybko! Fru!
Wskakuj na górę! Przecież śpisz na górze, nie na dole...
O nie, nie.... moja droga.
Fru na górę i to szybko!
Jak będziesz odstawiać takie kino, to to będzie ostatni raz,
taki że babcia przychodzi i tutaj śpi.
Kurcze...
Ale ona kaszle.
To może jednak sobie daruj.
Jakie daruj?
Przecież to tylko katar i kaszel.
Proszę Cię.... nie stosuj na mnie psychicznego szantażu.
Zależy mi.
Dobrze, tylko się tak nie złość.
Jesteś strasznie nerwowa.
To nie są nerwy tylko dyscyplina.
Zobacz, nie było mnie godzinę i ma rozbitą wargę.
A ten popołudniowy spacer też nie był konieczny.
Widzisz jak kaszle?
To nie spacer!!!
Ona już wczoraj miała gluta.
Tak...
Ale gdyby nie spacer, może nie byłoby teraz kaszlu.
Mówię Ci, z tego jeszcze będzie gorączka.
Trzeba było siedzieć z nimi w domu.
Ale się nie dało.
Skakały, wrzeszczały...
Okej.
Dobra.
Odbierz. Dzwoni tata.
No cześć. Jak to?
Kredens nie, a motor tak?
Jak to się nie zmieści?
Przecież tam już nic nie zostało.
Dobra. Nic to.
Przeżyję.
Przemaluję na biało ten brązowy.
A ile wam jeszcze zostało?
Okej. Pa. Pa.
Muszę lecieć.
Szybki sms.
Wyjeżdżam za kwadrans.
Dziewczynki, dajcie mamusi buziaczka.
Ciao. Ciao.
Sms. Nie spiesz się. Siedzę w maku na Stawowej i czytam gazetę.





Cisza.
Spokój.
Wilgotne wieczorne powietrze.
Jadę do centrum.
Włączam Dwójkę.
Nie.
Nie podoba mi się.
Nie mam ochoty na chorał gregoriański.
Nie teraz.
Chcę czegoś rytmicznego.
Trójka.
Okej. Niech będzie Trójka.
Ooo. Już Katowice.
To jednak rzut beretem jest.
Zerkam na komórkę.
20.55.
Nikt nie dzwoni.
Oddycham spokojnie.
To tylko katar i kaszel przecież.
A ja jadę tylko uczcić podpisany wczoraj akt notarialny.
Pada.
Lubię Katowice w deszczu.
Jak to było?
Za wiaduktem w prawo w Chopina.
Kur.... nie ma miejsca.
Hej.
Jestem pod dawnym Marcello.
Podejdź, bo nie mam gdzie zaparkować.
Okej.
Jak to nie masz? Tu jest miejsce.
Jedź! Proooostooo, prooostooo.
Jeszcze... noooo. idealnie.




To gdzie idziemy?
Tylko proszę, nie na Mariacką.
Chcę zobaczyć moje Katowice.
Spokojnie.
Może dworzec.
I tę nową galerię.
Zanim jeszcze otworzą.
Oooo. Kurcze. Jaka ładna.
Ale wiesz co... zasłania dawny zachód słońca.
Pamiętasz?
Estakadę? Można było się zabić na gumowych wytłaczanych schodach...
Zjechać na pysk prosto w panie z różami i bajglami.
Ale była perspektywa. Horyzont. Słońce.
Teraz tu będzie zimno i wietrznie pewnie.
O kurcze, ile meneli...
Na bułkę?
Proszę.
Dworzec nowy, ale menele ci sami.
Tylko krzesła takie specjalnie powyginane,
żeby podobno usnąć się nie dało.
Idziemy.
Mży.
Zasłaniam gardło, bo w poniedziałek próba w teatrze.
Miasto pełne młodych ludzi.
Nie chce mi się nigdzie siadać.
Chcę iść.
Przejść się.
Patrz. Dancing na Mickiewicza dalej działa.
Matko, popatrz, Ci ludzie są w naszym wieku.
Daj spokój.
Z dyszkę więcej mają.
Jak nic...
Muszę lecieć.
Jutro będę nieżywa.
Oczywiście, że Cię podwiozę.
Będziemy w kontakcie.
In touch.


















sobota, 14 września 2013

Kasia do Kasi



''Kasieńko, bardzo mnie rozczuliłaś...piękne życzenia od pięknej artystycznej duszy i wspaniałej babki...''

Popijam samotną sobotnią kawę i przełykam łezkę,
żeby nie popłynęła po policzku.

Mąż dziś w nocy pojechał po resztkę mebli.
Cieszę się.
Bo wreszcie zniknie to straszliwe echo,
które zawsze oznacza wiekszą lub mniejszą pustkę.
Cieszę się.
Bo wreszcie dokończę porządkowanie
mojego nowego polskiego świata...

Patrzę przez okno i podziwiam delikatną koronę Beskidu.
Odpoczywam.
Ten weekend będzie babski.
Ja, one i mama.
I gdy na Nią czekam,
w piekarniku powoli dopiekają się jesienne warzywa.
Jakie to piękne mieć bliskich tak blisko...








piątek, 13 września 2013

Zwyczajnie do przodu



Zrezygnowałam z mądręgo telefonu.
Oddałam go mężowi.
Niech sobie włoży włoski sim.
Na wypadek, gdyby ktoś coś...
Wróciłam do starej komórki.
Muszę eliminować zbędne i nic nie wnoszące w moje życie
bodźce zewnętrzne,
rozpraszacze i inne niepotrzebne aplikacje.
Jestem tylko dla tych, którzy o mnie wiedzą,
a nie dla tych, którzy trafiają na mnie
zupełnie przypadkiem.
Wróciłam do notesu z gumką.
Komputer włączam wieczorami.
Na chwilę, na moment, głównie odebrać maile.
Organizuję swoje życie zawodowe.
Nabieram wiatru w żagle.
Powoli, zgodnie z wyznaczonymi wcześniej zasadami.
Że popołudnia i wieczory dla domu i dzieci.
Że raczej tu blisko.
Żeby być pod ręką.
Że raczej w zawodzie.
Okołomuzycznie i okołojęzykowo.
Żeby znaleźć czas na wspólne domowe kolacje,
i na zrobienie chociaż kilku symbolicznych weków.
Na wypranie i wyprasowanie mężowi koszuli.
Na przygotowanie stroju na wuef.
I na mniej traumatyczne odrobienie lekcji.
Na bieganie co drugi dzień i na spacer z psem.
A w kuchni w tym samym rzędzie stoją
kawa, zielona herbata i melisa...





Best wishes

A dziś rano wystosowałam takie oto życzenia urodzinowe...
Kochana! starzejemy się! Ale starzejemy się pięknie!
Z ukochanymi facetami u boku i ślicznymi dziećmi!
Nie życzę Ci niczego więcej!
Niech to życie tak sobie właśnie płynie,
niech nam nie ucieka przez palce,
niech ma posmak wina,
kolacji zjedzonej po południu na plaży,
odwiedzin, spaceru, tęsknoty, powrotów,
życzę Ci zdrowia!
niczego więcej! Kasia i band

sobota, 7 września 2013

Wrześnie

Chce mi się wyć!
Ze szczęścia!
Dziś kolacja ze znajomymi.
Jutro kawa z przyjaciółką, jej mężem i jej córką.
W planie ostatni Woody Allen ze znajomą.
W przyszłym tygodniu zaczynam pracę.
Życie wróciło na odpowiedni tor.
Chwilowo ondotowuję permanenty brak czasu.
Ale dobrze mi z tym pośpiechem i gnaniem.
Takie bywają podobno wrześnie.
Nie spinam się.
Daję się temu wrześniowemu nastrojowi i tempie wyszaleć.
Bo to jedyny i ostatni taki właśnie wrzesień 2013.
Wszystko ma swoje sedno i swoje 'po coś'.
Dojrzałość i dorosłość to umiejętność
obiektywnego i prawdziwego
ocenienia rzeczywistości,
to kwestia szczerości,
umiejętności zweryfikowania
złudzeń i oczekiwań,
ambicji i planów.
My mamy odwagę.
Jestem z siebie dumna.
Pomimo zgrzytów, krzyków i potknięć.
Jestem dumna z nas.
Że przeżywamy to nasze tutaj życie świadomie.
Dokonujemy wyborów.
Analizujemy.
Trawimy.
Nikt nam tego nie zabierze
i nikt za nas tego nie zrobi...

piątek, 6 września 2013

Jestem

Jestem.
Cały czas jestem.
Tylko zgrywam tańczące skrzaty z rysowaniem,
a zegar przestawiam na budzenie grubo przed szóstą.
Robię kurs z robienia smacznych kanapek.
I uczę się na nowo topografii miasta.
Wirujemy.
Po włoskim slow przyszedł czas na polskie very fast.