piątek, 30 sierpnia 2013

Pozornie jest ok



Pozornie jest nawet okej.
Piekę ciasta.
Robię nalewki.
Czasem wyjdę na spacer.
Momentami się nawet uśmiechnę.



To się tak ładnie nazywa po włosku.
Minimo sindacale.
Coś w rodzaju 'najniższej krajowej'.
I tak wyrabiam sobię tę najniższą krajową.
Ale w środku jest bagno.
Jest przemęczenie.
Zmęczona jestem dziećmi, sobą, swoim do dzieci fatalnym ostatnio stosunkiem.
Zmęczona jestem moją rozbabraną sytuacją zawodową.
Odczuwam to teraz jeszcze bardziej.
Teraz po powrocie do mianowanych czy dyplomowanych kolegów.
Nie.
To nie zazdrość.
Na zazdrość nie mam energii.
To wypalenie.
Takie 'żyć by przeżyć'...





14 komentarzy:

  1. Ja bym powiedziala tak,
    nie dziwie sie Tobie ani ani!
    Mozesz sie tak czuc, i pewnie kazda z nas by sie tak czula i miala te same problemy !
    Przeciez to dopiero poczatek w Kato, Kochana daj sobie czas! Sobie i zyciu naokolo. Wszytsko sie pouklada, zobaczysz. Tak mysle, i wierze w to.
    Uszy do gory !

    PS
    a co do zanjomych "na pozycjach" i z osiagnieciami, to tez zawsze lapie dola jak stad do idz i nie wracaj... (wiec wiem jak jest)Ale wydaje mi sie, ze jednak nie musimy. Bo mamy swoje osiagniecia, i tylko to sie liczy.

    OdpowiedzUsuń
  2. To samo co Tarsis chciałam Ci napisać. Dopiero zaczynacie, będzie nie tylko pozornie. Ty swoim życiem też mogłabyś ich zadziwić i wpędzić w kompleksy, a pozycje i osiągnięcia? Cóż to jest wobec wieczności?

    Zadedykuję Ci wiersz od Zbyszekspira:
    http://w-zaciszu-biblioteki.blogspot.com/2013/08/spoza-nas.html

    Będzie dobrze. Całuję mocno i przytulam, a już szczególnie Twoje małe damy :D ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. da capo czyli od początku.... 'dopiero zaczynacie', ' to dopiero początek'...
    hmmmm. czyżbym sama na siebie rzuciła klątwę....:)?
    Izabelka.... piękny ten wiersz.... aż mi się płaknęło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Kasiu, już dawno o tym pomyślałam... i pisałam o tym u siebie...
      Wolałabym tak nie myśleć, że to klątwa, ale to takie... hmmm.. bardzo narzucające się skojarzenie.
      Wszystko ma gdzieś swój początek i swój koniec. Jeśli uznaliście/uznacie, że Waszą drogą jest ciągłe podróżowanie i szukanie swego miejsca na ziemi, to też jest dobre życie, prawda? Nie każdy ma odwagę tak żyć. A myślę, że takie życie wymaga cholernej odwagi! :D

      Usuń
  4. Jednak jestem pewna, ze nie żałujesz swoich wyborów.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Haniu, nie żałuję:) Wyznaję zasadę, że żałujemy tego, czego nie zrobiliśmy, a nie odwrotnie....
      Nie żaluję, ale płacę za to swoją cenę....:)

      Usuń
  5. a ja ciągle mam nadzieję , że wszystko dobrze się ułoży ... Trzymam kciuki Kasiu !! Bardzo mocno !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Monique, ułoży się, oczywiście, że sie ułoży.... dziękuję za myśli!

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana, ja tez zaczynalam zycie pare razy od nowa... czy od nowego miejsca. Prawde mowiac to dzieki temu czuje sie wciaz mloda!
    Z drugiej strony w moim wieku, a jestem "troche" od Ciebie starsza, czlowiek inaczje patrzy na wiele rzeczy... nastawia sie bardziej na byc niz miec i nie ekscytuja mnie czyjes wielkie domy, super kariery itd.
    Ja sie ciesze, ze ZYJE... duzo tez nauczyl mnie blog Joanny, dzieki ktoremu patrze na zycie jak na ZYCIE a nie jak na gielde tego, kto wiecej czy lepiej, komu sie udalo, komu nie.
    Maz znajomej wlasnie w koncowej fazie raka... i to jest tragedia i dramat. Inne rzeczy mnie raczej nie martwia.
    Tym niemniej oczywiscie takze miewam gorsze dni, ale wczoraj np. sama sobie powiedzialam: spojrz na to inaczej i skup sie na smaku herbaty, ktora trzymasz w rece. I pomoglo!
    Kasiu, usciski raz jeszce, trzymaj sie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sorry, znowu mi ten komentarz dwa razy wyszedl :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Doskonale Kasiu rozumiem twoje rozterki i poczucie bezradności, bo nic tak nie wkurza, osoby ogarniętej przymusem kontroli,jak życie, które nie układa się po naszej myśli.Tak już jest, kiedy jedni odcinają kupony, inni wciąż wędrują i poszukują odpowiedniego miejsca do rozbicia obozowiska dla siebie. W życie każdego z nas wpisane są zmiany, których nie planujemy, to mnie nauczyło, że nie możemy wszystkiego trzymać pod kontrolą, bo i tak się nie uda. Należy wyzbyć sie przymusu kontrolowania.
    Życie jeśli będziemy go gonić to zamęczy nas na śmierć. Wogóle nie należy próbować go schwytać. W którymś momencie trzeba pozwolić, by zadowolenie samo do nas przyszło.Jesli zabrzmiałam zbyt mocno, to przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak sie miewasz, Kasiu..? Mam nadzieje, ze dobrze?
    Usciski

    OdpowiedzUsuń