niedziela, 11 sierpnia 2013

Niedzielne szwędania



Niedzielne poranne Katowice.
Puste, ciepłe i ciche.
Drugie śniadanie zjedzone na Dyrekcyjnej w Archibarze.



Jesteśmy jedynymi gośćmi.
Jest miło, sympatycznie, twórczo i smacznie.
Dwie różne jajecznice, kawa z dolewką, potem burger z królikiem
i przepyszne śląskie frytki.
W tle przecudowny drugi temat z Cinema Paradiso.
Chce mi się płakać.
Ze szczęścia.
Jestem niewyobrażalnie spokojna.
W bagażniku świeżo nabyty, pachnący jeszcze jakąś toksyczną gumą
wózek dostawczy, linki z haczykami, pudła na przeprowadzki
i rękawiczki ochronne.
Przemiły Pan zza baru proponuje dolewkę.
Nie, dziękuję.
To wystarczy.
Potem krótki spacer.
Bo mam ochotę.
I zanim rzucę się w wir pasowania koszul
przed jutrzejszymi targami, chcę jeszcze trochę
niedzielnie się poszwędać.
I nigdy, nigdy przenigdy nie pomyślałabym,
że w taki cichy i spokojny dzień,
na zaspanej i trochę 'wczorajszej' Mariackiej,
spotkam, rozpoznam i zagadam Karolinę (klik)...



1 komentarz:

  1. :)))) takie spotkania są najprzyjemniejsze :) ... Ale najtrudniejsze jest poznanie osoby , której obraz w głowie nosiłaś od lat ... i ta konfrontacja z rzeczywistością ...

    OdpowiedzUsuń