piątek, 30 sierpnia 2013

Pozornie jest ok



Pozornie jest nawet okej.
Piekę ciasta.
Robię nalewki.
Czasem wyjdę na spacer.
Momentami się nawet uśmiechnę.



To się tak ładnie nazywa po włosku.
Minimo sindacale.
Coś w rodzaju 'najniższej krajowej'.
I tak wyrabiam sobię tę najniższą krajową.
Ale w środku jest bagno.
Jest przemęczenie.
Zmęczona jestem dziećmi, sobą, swoim do dzieci fatalnym ostatnio stosunkiem.
Zmęczona jestem moją rozbabraną sytuacją zawodową.
Odczuwam to teraz jeszcze bardziej.
Teraz po powrocie do mianowanych czy dyplomowanych kolegów.
Nie.
To nie zazdrość.
Na zazdrość nie mam energii.
To wypalenie.
Takie 'żyć by przeżyć'...





wtorek, 27 sierpnia 2013

Względnie



Pani w delikatesach pod domem
ma w glinianym garnku przepyszne kiszone.
Sroka drepcze ciekawskim krokiem pod salonowym oknem
i wyżera łapczywie rozsypane jarzębinowe koraliki.
Jem pierwsze spokojne kanapki
z naszego pierwszego upieczonego tutaj chleba.
Dziś po raz pierwszy nie czuję ucisku na wątrobę
i po raz pierwszy nie szukam rumianku.
Mam już swoje pierwsze bieganiowe miejsca
i idealne pory.
Jestem po pierwszym praniu, odkurzaniu
i pierwszym porannym prysznicu.
Na lewo i prawo rozsyłam zaproszenia
na realną kawę.


To, co jedni nazwaliby miotaniem,
my wolimy nazywać poszukiwaniem.

Nigdy

Nigdy nie mów nigdy.
Nie pal za sobą mostów.
Nie rób wałków na odjezdne.
Szanuj ludzi.
Bądź dla nich miły.

Jutro idę na rozmowę o pracę...
do szkoły, którą sama założyłam prawie 10 lat temu...

czwartek, 22 sierpnia 2013

Zmienia się wszystko



Motorino d'avviamento.
Po polsku rozrusznik.
We francuskich autach strasznie ciężko go znaleźć,
jak się okazuje.
Bo wszystko tam jest precyzyjnie i elegancko zapuszkowane.
I na górze.
I z perspektywy asfaltu.
Ale skoro doraźni autostradowi doradcy kazali obstukiwać,
to obstukiwaliśmy.
Co się da.
Najpierw ostrożnie, żeby nie zepsuć kolejnej części,
niezbędnej do pokonania brakujących 1200 km.
Po dwóch godzinach paniki, potu, tarzania się na asfalcie,
wciskania głowy pod maskę, biegania po parkingu w poszukiwaniu
zaradnych kierowców ciężarówek,
po telefonach, bezużytecznych konsultacjach,
kiedy mąż przysiadł na chwilę, by odpalić ostatniego papierosa
i zakomunikował, że dajemy mu ostatnią szansę,
a potem dzwonimy po lawetę,
po tych dwóch koszmarnych godzinach stresu,
położyłam się na poplamionym od benzyny podweneckim asfalcie
i metalowym drągiem, z całą kobiecą rozpaczą,
żałośnie przeklinając,
okładałam domniemany rozrusznik
bezradnymi batami...

Potem już było tylko wciśnij sprzęgło,
puść gdy zacznie jechać, potem szybko gaz...
Zamiana.
Wszystko poplątałaś.
Ty pchaj, ja pokieruję!
Sama nie popcham!!!
Może pan pomoże?
Tak? Super! Dziękujemy!
Jest! Ruszył!
Nie! Zgasł.
I tak kilkanaście razy.
Do wyczerpania pasa.
Już prawie wychylając się na pas autostrady.
Ruszył!!!
Dziękuję panu bardzo! Boże, jak ja panu dziękuję...
Nawet pan nie wie jak bardzo...

I co tego, że kolejne 13 godzin jechaliśmy bez gaszenia silnika.
Z sikaniem i piciem kawy na zmianę i na raty,
z popsutym wskaźnikiem benzyny, który z powodu
niewyciągania kluczyka właśnie oszalał,
z czeskim huraganem i burzą, które goniły nas pod samą Ostrawę.





To wszystko już nieistotne.





Nie czuję już nawet potwornego wycieńczenia tym absurdalnym tygodniem
spędzonym najpierw na targach, po blisko 11 godzin dziennie,
nieprzerwanie przez 4 sierpniowe dni,
a potem na pakowaniu i załadowywaniu blisko 3,5 ton
naszego całego włoskiego kramu.
Dziś jest już dobrze.
Wyszło słońce.
Sińce na udach powoli znikają.
Podkrążone oczy już dają się zatuszować.
Ręce przy wydawaniu reszty już nie drżą.
A po głowie tłucze się lecąca akurat na włoskiej autostradzie, jakże adekwatna piosenka
'Cambia todo cambia'...










niedziela, 18 sierpnia 2013

Bellezza



Wrzeszczą sierpniowe cykady.
Parzy włoskie bezwzględne słońce.
Kawa jest cierpka, a mleko nieprzyjemnie kwaskowate.
Przepocone ramiona gubią się w dwumiesięcznych pajęczynach,
a obolałe stopy co i rusz grzęzną na lepkich kafelkach.
Pagórki nieco zmalały,
a czyste chodniki są dla białej furgonetki
z czarnymi napisami 'wynajem' niepotrzebnie zbyt wysokie.
Piękno to rzecz boleśnie względna...

niedziela, 11 sierpnia 2013

Niedzielne szwędania



Niedzielne poranne Katowice.
Puste, ciepłe i ciche.
Drugie śniadanie zjedzone na Dyrekcyjnej w Archibarze.



Jesteśmy jedynymi gośćmi.
Jest miło, sympatycznie, twórczo i smacznie.
Dwie różne jajecznice, kawa z dolewką, potem burger z królikiem
i przepyszne śląskie frytki.
W tle przecudowny drugi temat z Cinema Paradiso.
Chce mi się płakać.
Ze szczęścia.
Jestem niewyobrażalnie spokojna.
W bagażniku świeżo nabyty, pachnący jeszcze jakąś toksyczną gumą
wózek dostawczy, linki z haczykami, pudła na przeprowadzki
i rękawiczki ochronne.
Przemiły Pan zza baru proponuje dolewkę.
Nie, dziękuję.
To wystarczy.
Potem krótki spacer.
Bo mam ochotę.
I zanim rzucę się w wir pasowania koszul
przed jutrzejszymi targami, chcę jeszcze trochę
niedzielnie się poszwędać.
I nigdy, nigdy przenigdy nie pomyślałabym,
że w taki cichy i spokojny dzień,
na zaspanej i trochę 'wczorajszej' Mariackiej,
spotkam, rozpoznam i zagadam Karolinę (klik)...



Bezy



Czasem trzeba pobyć bez dzieci.
Bez tupotu małych nóżek i bez proszenia o nesquik w mleczku.
Bez obowiązkowej kanapeczki z szyneczką w menu.
Bez usypiania, wybudzania i budzenia.
W ciszy i spokoju.
Z własnymi myślami i bezmyślnościami.
Z Kapuścińskim zamiast złotej kaczki na dobranoc.
Bez poczucia winy, że ktoś inny chwilowo usypia i karmi.
Z gośćmi i rozmowami, jakbyśmy nigdy nigdzie nie wyjechali.
Z kolejnym nadprogramowym rieslingiem i powolną sierpniową niedzielą...



piątek, 9 sierpnia 2013

Ty i ja



Ty kochasz czasem pretensjonalne wysokie koturny -
ja najchętniej stąpam w balerinkach lub japonkach.
Ty bez wahania pokazujesz swoje okrągłe kształty -
ja nie wkładam nigdy nic, co kończy się powyżej kolan.
Ty jesteś spełniona zawodowo, ustawiona, dowodząca, aktywna i niezależna finansowo -
ja narazie jadę na wstecznym...
Ty lubisz wczesnoporanną krzątaninę przy miodziance i kawie
- ja późnowieczorne rozmowy przy winie.
Ty uwiłaś stabilne gniazdo - ja stale gdzieś fruwam.

Baran - Rak.
Matka - córka.
O permanentny konflikt naprawdę nie trudno...

czwartek, 8 sierpnia 2013

Książki



Nie czytam wiele.
Nigdy nie czytałam wiele.
Wygadanie i pozorna 'elokwencja' to raczej w moim przypadku
efekt 'wysłyszenia' lub 'wyobserwowania',
a nie 'wyczytania'...

Ale tych książek nie mogłam sobie odmówić.
To już Ich wspólny (klik) czwarty tom.
Czytam, siorbię i odpływam...



środa, 7 sierpnia 2013

I mknie to to...

Rozpędziła się maszyna, na dobre...
Wiele się dzieje, w nas i wokół nas.
Przestawieni na nowy tor mamy wrażenie, jakbyśmy nigdy z niego nie zjechali.
Dwa lata wydają się tylko krótką przerwą w nadawaniu...


niedziela, 4 sierpnia 2013

Efekt 'teatr'

Katowice latem są senne.
Śpi całe centrum.
Nie budzi go nawet pobliski Off festival.
Ale Letnia Grządka Teatralna w naturalnie wentylowanych podcieniach gieceku iskrzy!


Rozrywki miejskie

Bo stary miejski tramwaj jest lepszy od karuzeli.

piątek, 2 sierpnia 2013

Free time in the city


Wystarczy, że do mojej dwójki dorzucę jedno obce dziecko,
a domowe kąty i graty wymienię na obcy teren w plenerze,
a staję się wyluzowaną i superową organizatorką czasu wolnego...

I Ritorni

Cudowne, że wracasz, a znajomi cieszą się, że wracasz,
bo gdy wrócisz, będą mieć Ciebie blisko siebie...

Events

Jedni mają aplikacje o niusach i otaczających ich eventach.
Ja wolę ludzi i 'passaparola'...