środa, 24 lipca 2013

Życiowe unisono

Spokój.
Za oknem szczeka jakiś obłąkany katowicki pies.
Popijam powoli cichą kawę.
Każdy wyprodukowany mail, w jednym lub drugim kierunku, jest jak oczyszczenie.
Więc produkuję.
Cristina już wie, że doniczek i skrzynek długo nie odbiorę.
Angiola też już wie, że wariacje Golbergowskie ćwiczyć będę w Polsce.
Alexandry wcale nie zdziwiła nasza decyzja i dodała,
że 'le amicizie che contano possono mantenersi anche con la distanza'.
Pamela i Andrea nas podziwiają i czekają na nas, gdy wrócimy pakować meble.
A ja?
A ja jestem jak Piotruś Pan.
Bo już się widzę na mikołowskim ryneczku, robiącą zakupy
czy mknącą moim kawowym rowerem z wiklinowym koszykiem przez wąskie uliczki,
odprowadzającą dzieci do szkół i przedszkoli i jadącą do jakiejś tam pracy.
Do łask wrócił dawno nie używany kalendarz, żeby nie zapomnieć o spotkaniu,
kawie z przyjaciółką, wieczornym wyjściu z kumplami czy niedzielnym obiedzie
ze znajomymi.
Entuzjazm powoli zaczyna wypierać obawy.
Noc znowu wypełnił spokojny, nieprzerwany, błogi sen.
Poranki znowu zaczynają się grubo po siódmej, a nie przed piątą.
A w tym wszystkim najważniejsze, że 'my' jesteśmy w tej całej sytuacji niesamowicie jednomyślni.
A nawet jeśli drugie myśli ciut inaczej niż pierwsze, to myślimy w tej samej tonacji...








5 komentarzy:

  1. Jestescie mlodzi, zdrowi l zdolni... Caly swiat nalezy do Was!
    Otworzylas nastepny rozdzial swojego zycia...
    Czy poczulas juz dreszczyk emocji?
    Czekam z niecierpliwoscia na nastepne wpisy...
    Tesia z Colorado

    OdpowiedzUsuń
  2. :)))))))) Trzymam zatem mocccno kciuki !!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej Kasiu,

    Trzymam kciuki :)

    Dom jest tam, gdzie my jestesmy :))

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń