poniedziałek, 3 czerwca 2013

Volare...

Moszczę się wygodnie już na moim drewnianym krześle ze słomkowym siedzeniem.
Przegryzam kruche ciasteczka teściowej, ale popijam je już moją kawą.
Powrotów trzeba się nauczyć.
Żeby za każdym razem nie płakać jak małe dzieci.
Trzeba sobie powtarzać jak mantrę zwyczajne 'przecież za chwilę znowu tu będziemy'.
Zwyczajnie zamknąć drzwi od auta, jakby się jechało znowu na kolację ze znajomymi
i jakby się miało wrócić przed północą.
Niby nigdy nic wyjechać z bramy, dyskretnie pomachać, przepuścić pieszego, ustąpić pierwszeństwa.
...
Było cudownie.
Nie było dnia bez kołatającej się myśli 'mogłabym tu mieszkać, mogłabym tu żyć'.
To miejsce, ten region mnie inspiruje.
Jest autentyczny.
Jest skrajnie różny.
Jest nie do końca odkryty.
Trochę zaniedbany, ale doceniany.
Kto zna, potrafi go docenić.
Kocham Apulię bez dwóch zdań.
Kocham ją miłością bezwarunkową.
Do mojego apulijskiego worka dorzuciłam tym razem miasto Domenico Modugno.
I rzeczywiście.... aż chciało mi się pofrunąć!
Polignano a Mare...











A kolację w Grotta Palezzese (klik) zostawiam sobie na szczególną okazję...





2 komentarze:

  1. tak pieknie napisalas o miasteczkach w Apulii, ze chyba odwiedze je przy najblizszej okazji. Ja tez bardzo lubie Apulie, my do niej wpadamy przy okazji pobytow w Basilicacie , gdzie moi tesciowie maja domy rodzinne. Zycze Ci Kasiu udanych wakacji, i bede sledzic Twoje losy na blogu

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Dona:) a z tymi losami na blogu to zobaczymy, bo na polskiej wsi netu niet :)

    OdpowiedzUsuń