środa, 29 maja 2013

Wtorkowo



Nie da rady.
Nie jestem w stanie oprzeć się kuchni teściowej.
Biegam dalej, ale wieczorna pizza, czy świeża mozzarella di bufala robią swoje.
I tak oto pojawił mi się sympatyczny brzuszek.
Staram się tym nie przejmować, bo za kilka dni stąd wyjedziemy i wrócimy może jesienią.
Trening zawęziłam do wersji porannej, ale za to wydłużyłam do 60 minut.
No i najważniejsze.
Biegam w wersji 8 minut biegu kontra 2 minuty spaceru.
Bez absolutnie minimalnego zmęczenia, kolki czy zadyszki.
Po bieganiu dobijam się paroma minutami brzuszków i innych wygibasów, które podejrzałam w modnej 'szóstce Weidera'.
Najwięcej różnicy widzę w kształcie nóg:)
Jest dobrze. Bieganiem zaraziłam męża.





Chwilowy brzuszek nie zmienia faktu, że czuję się wyśmienicie i chce mi się.
Wszystkiego!

2 komentarze:

  1. Jeśli brzuszek może być sympatyczny to ja tez chcę taki! mój jest zdecydowanie asympatyczny :/ Ale ja nie mam przyjaznej i smacznie gotującej teściowej, no i od dziecka nie lubię biegać... udanej dalszej części wyjazdu życze, pozdrawiając z zalanej deszczem Polski!

    OdpowiedzUsuń
  2. Widget! ja też nie lubiłam nigdy biegać!

    OdpowiedzUsuń