poniedziałek, 20 maja 2013

Trema



Wczorajszą niedzielę spędziłam przy garach.
Przerobiłam bakłażany, papryki i fasolkę szparagową.
Zrobiłam tartę z kremem 'pasticciera' i truskawkami.
Nazbierałam kwiatów bzu na jesienny syrop.
Wszystko po to, żeby przydusić lekko tremę przed wieczornym koncertem.
To już mój czwarty tutejszy koncert.
Powoli zaczynam się czuć jak weteran.
Poznaję twarze na widowni.
Prawie zawsze te same.
A gdy nocą wracałam do domu, w czarnych szpilkach, w błyszczącej sukni do prawie kostek, to poczułam się jak u siebie.
I pomyślałam, że jeśli przyjdzie nam się niedługo pakować i stąd wyjeżdżać, to będę ryczeć jak dziecko...

1 komentarz:

  1. Masz tą wspaniałą profesję, że grać możesz wszędzie ale Cię rozumiem mocno ... pozdrawiam z aż nadto daleka :)

    OdpowiedzUsuń