niedziela, 5 maja 2013

Romans kobiety trzydziestoletniej

Nie spodziewałam się tego.
Szczerze.
Po cichu liczyłam, że może zaiskrzy.
Taka mała odmiana. Skoro inni mogą, to dlaczego nie ja...
Zaczęliśmy się spotykać tak po prostu.
Pod domem.
Niedaleko.
Na wyciągnięcie ręki.
Bez zbędnych wydatków, wyjazdów, pleneru, inwestycji.
Dziś mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że wpadłam po uszy.
Jak śliwka w kompot.
Jak gruszka w mięsiste fondue.
Budzę się i włącza mi się myślenie i ogromna ochota na...
Patrzę na zegarek.
I już chcę się wymknąć, zamknąć za sobą drzwi.
Korzyści z tego ma również mój mąż.
Bo kwitnę.
Bo tryskam energią i optymizmem. Pomimo.
To nie jest miłość.
To jest tylko zauroczenie.
Mam nadzieje, że nie chwilowe, nie sezonowe.

Ja i bieganie...

4 komentarze:

  1. a wiesz, że masz w tym swoje trzy, a może nawet cztery grosze...?:)

    OdpowiedzUsuń
  2. ;*
    to mnie tylko motywuje, by dalej zarażać, by pisać o aktywności fizycznej - przy każdym poście liczę na to, że może ktoś się zdecyduje, bo naprawdę warto!
    Jestem po TURBO Chodakowskiej, leci ze mnie, ale czuję taką nieziemską błogość w mięśniach. To fizyczne zmęczenie i satysfakcja, że znowu dałam radę, że się udało, że zrobiłam tak dużo dla siebie przez ostatnią godzinę - powtarzam się, nie mam po prostu słów.
    Sport jest piękny ;)

    Wsiadam na rower i jadę nad Maltę - chyba zasłużyłam na chwilę opalania? ;> ha ;>

    OdpowiedzUsuń
  3. oczywiście!
    udanej niedzieli!
    i evviva lo sport!

    OdpowiedzUsuń