wtorek, 21 maja 2013

Raport 4 tgd



Poranna waga mnie powaliła - 59,7kg.
4 tygodnie i bezbolesne 2 kilo.
Równomiernie. Pół kg na tydzień. Książkowo.
Tak mnie ta waga powaliła, że musiałam to uczcić i w ciągu dnia nadrobiłam szybko jakiś kilogram radości wymieszanej z batonikami z ryżu polanymi czekoladą. A niech tam...

Biegam.
Biegam dalej.
Odpoczywam w niedzielę, a w pozostałe dni nadal dwa razy, rano i wieczorem.
Biegam bardzo powolutku. Ogromna frajda.
No i wiem doskonale co w trawie piszczy. Dosłownie. Wiem komu gdzie kwitną czereśnie, komu zbelkowali już siano, komu przekwita czarny bez i kto ma małe kotki.
Wracam zawsze mokra jak kratka od studzienki kanalizacyjnej po roztopach.



Martwię się tylko o moje bieganie w Apulii, do której jedziemy już w czwartek, aż na 10 dni.
Bo tam biega przeważnie ten, kto coś komuś zwinie.
Mąż już zapowiedział, że do mnie dołączy w formie eskorty... Taaaaa...

2 komentarze: