niedziela, 5 maja 2013

People I adore

Być nauczycielem muzyki to jak mieć magiczny klucz.
Wchodzę do domów różnych, ciekawych ludzi...
Bez wywarzania.
Bez domofonów.
Nawet bez pukania.
Przyglądam się meblom, obrazom, książkom.
Pytam o liczne zdjęcia.
Toniemy w rozmowie.
Mari pokazuje mi cudowny widok z sypialni, na aleję pełną kwitnących kasztanowców.
Z salonu widać bardzo zielone, zadbane patio.
Mari ma prawie 70 lat.
Jest emerytowaną nauczycielką z tysiącem pasji.
Sama.
Samotna.
Nie. Nie samotna.
Swoje życie wypełnia korepetycjami ze wszystkich możliwych przedmiotów.
Kilka lat temu zdała proficiency.
Teraz, żeby nie zapomnieć, żeby polepszyć, żeby... jeździ raz w tygodniu do Bolonii na konwersacje z anglikiem.
Uczy się gry na fortepianie, bo chce móc przygrywać na swoich lekcjach oryginalne angielskie kolędy i piosenki.
A poza tym... maniakalnie zbiera ołówki.


1 komentarz:

  1. Cudowna!! Uwielbiam ludzi żyjących świadomie z radością i ciekawością świata!!!
    Widziałam wczoraj takie piękne ołówki w Assisi tylko cena mnie powaliła ;)

    OdpowiedzUsuń