niedziela, 12 maja 2013

Osobista rozprawa o szczęściu



"a w ogóle to jak opowiadam mamie jaka jesteś szczęśliwa , to się cieszymy, bo to jest zaraźliwe..."
przeczytałam z dużym opóźnieniem na piątkowym czacie z tatą.
Wzruszyłam się.
W głowie otworzył mi się natychmiast plik z archiwalnymi danymi.
Pamiętam.
Rok może 2008, może później.
Poza tym, że mamy w naszym prywatnym życiu wątek włoski, jesteśmy absolutnie normalną parą.
Zapracowaną. Pod trzydziestkę. Z domem w budowie i działką metrów prawie 1600 gdzieś poza miastem.
Z dzieckiem zaparkowanym notorycznie u dziadków, bo praca, bo kawa, bo wyjście, wreszcie bo późnoniedzielne zakupy w auchan, bo w tygodniu nie ma mowy o czasie na cokolwiek. Z księgową. Z comiesięcznym zusem i usem.
Przypadkiem na komputerze taty otwieram plik w wordzie.
To były czasy, kiedy nie posądzałam go jeszcze o umiejętności pisania na klawiaturze, a tym bardziej poruszanie się po systemie windows office. Pewna, że to moje kolejne tłumaczenie, robione gdzieś między lekcjami, a wywożeniem dziecka do dziadków, otwieram.
I czytam. I zaczynam płakać.
Nigdy mu o tym nie powiedziałam, że przeczytałam ten jego list do córki.
Do jedynej córki.
Tak chyba zresztą go nazwał.
Był pełen obaw. O nas. O to, co robimy z naszym życiem. O ten stres, ten pęd, te nerwy.
Listu nie przekopiowałam. Dziś żałuję.
Może gdzieś jeszcze istnieje w czeluściach archiwalnych folderów.



Nieistotne. Tak było 5 lat temu.
W tym okresie przybyło nam kolejne dziecko.
Ubyło rąk do opieki i ubyło drastycznie etatów.
A ja jestem szczęśliwa.
A oni razem ze mną.
Myślę o tamtym okresie w naszym życiu.
Było wszystko. Było podręcznikowo.
Było umiarkowanie.



Szczęście było jak linia przebiegająca równoległe.
Czasem było je widać i wtedy oboje cichutko pod nosem, patrząc na siebie porozumiemawawczo, wypowiadaliśmy w unisono 'ale to piękne, cudownie byłoby...'. Zdecydowanie częściej jednak nasze szczęście było jak linia prostopadła, przecinając naszą drogę gdzieś... kiedyś.... za ileś lat, jak już będzie ten ogród i ta weranda od strony zachodniej...
Żyliśmy w permanentnym poczuciu niespełnienia, w poczuciu, że coś nas omija.



I potem przyszły zmiany.
I jest dziś.
Maj 2013.
Kiedy nic prawie nie jest jak być powinno.
A my jesteśmy tak szalenie szczęśliwi, że aż momentami obawiam się czy to nie jakaś forma narkotycznej reakcji organizmu.



Bo szczęścia się zwykle obawiamy.
Obawiamy się tego, że zaraz przyjdzie nam za nie słono zapłacić.
Że przyjemność równa się wyrzeczenie.
I pewnie tak jest...









10 komentarzy:

  1. Rozmyślam o Waszym szczęściu. Tak niewiele potrzeba, aby żyć pełnią.

    Pamiętam takiego jednego gofra kupionego za ostatnie grosze na kilka dni przed wypłatą. Byłam wtedy jeszcze sama, szłam przez stary rynek i wdychałam każdy powiew wiatru.

    Takie szczęście na granicy szaleństwa:)
    Obrazy cudne :D *

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izabelka, też pamiętam takie zakupy, niejedne zresztą, kiedy nagle okazywało się, że 2 grosze, które zwykle tarzają się gdzieś po kuchni, robią różnicę... Życie smakuje inaczej, gdy liczysz się z każdy dniem...

      Usuń
  2. Kasiu to najpiekniejszy post jaki napisalas!!! wiecej to jeden z napiekniejszcyh jakie przeczytalam na jakimkolwiek blogu - nie mowie tu o Twoim pisaniu (chociaz to doceniam bardzo), ale tym jak pieknie opisalas szczescie. To ze niektorzy go szukaja cale zycie, biegna, gonia i nie znajduja... a niektorzy wlasnie boja sie, ze potem beda musieli za to zaplacic ze to szczescie!!! Bardzo bardzo sie ciesze Twoim szczesciem i zaluje tylko ze daleko mieszkasz... bo jestes tak pozytywna osoba, i zawsze po przeczytaniu Twojego wpisu (i po przemysleniach roznych moich) dostaje jakiegos kopa energetycznego.... Mam nadzieje, ze jezeli wyjedziecie, zanim wyjedziecie stad to uda nam sie spotkac... bardzo bym chciala...

    OdpowiedzUsuń
  3. Z pozycji rodzica, jestem mamą córek 17 i 4. Pragnę, chcę, marzę o szczęśliwym życiu dla nich. Błagam w myślach, żeby nie zachwyciły się pieniądzem, błagam. Przepiękne świadectwo wystawiłaś sobie i rodzicom. Bardzo Cię lubię (jakkolwiek to brzmi via net).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola, ale świetna różnica wieku:) dziękuję za miłe słowa....

      Usuń
  4. Szczęście zwykle uświadamiamy sobie, gdy minie - że to było właśnie ono. Ty dostrzegasz je kiedy trwa. Cudowna umiejętność:)
    Życzę Wam, żeby zawsze z Wami było, mimo wszystko..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oliwka... ono chyba zawsze było... tylko jakieś takie stłamszone.... teraz wychodzi z nas po prostu wszystkimi możliwymi porami! ściskam!

      Usuń
  5. Pieknie napisalas...
    podziwiam relacje z ojcem... bardzo...
    Tylko z jednym sie nie zgodze, ze przyjmnosc to zawsze wyrzeczenie, badz potem kara. Nie zgadzams ie absolutnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tarsis, też się z tym nie zgadzam!

    OdpowiedzUsuń