wtorek, 2 kwietnia 2013

O Niej słów kilka

Czasem tak jest, że zna się kogoś, ale poznaje dopiero po latach.
Poznałyśmy się dwa lata temu, ale znamy się jeszcze z czasów katowickiego czerwonoceglastego liceum.
Przyjechałaś do mnie na wieś, bo kisiłaś się w stolicy na macierzyńskim.
Przpadek? Magia fejsbukowych statusów w stylu "kto mnie odwiedzi?'?

Nieistotne.
Minęły trzy zaledwie lata.
Parę kilkudniowych odwiedzin, my u was, wy u nas.

Twoja Pe nie rozstaje się z moją wydzierganą peppą, a niebieskie kulki w kropki do kredensu, które mi przywiozłaś to chyba jeden z najbardziej trafionych prezentów, jakie kiedykolwiek dostałam. Miałaś dać mi jeszcze 'Słodkie' Liski, ale wypatrzyłaś u mnie na półce i uśmiechnęłaś się po kryjomu do męża. 'Słodkie' zostanie u Ciebie.
Nie wzdycham. Nie tęsknię. Nie płaczę.
Wiem, że się znowu spotkamy.
Na tym szalonym weselu w Mszanie. W czerwcu.
Waszą Warszawę też odwiedzimy. Bez obaw.
Skoczymy do waszego ulubionego Meat Love czy jakoś tak.


Szkoda tylko, że tak strasznie padało.
I że w drodze do Rimini pękła nam opona i do Rimini ostatecznie nie dojechaliśmy.
Tylko w mojej Sienie wyszło niespodziewanie kilka promyków słońca.
Tak bardzo chciałaś ją zobaczyć. Tak bardzo chciałam Ci ją pokazać.
Tak dużo Ci o niej opowiadałam.
Nie zawiodłaś się.
Może to siła sugestii, ale też uznałaś że Florencja się nie umywa. Może.



Dziś odsypiasz czternastogodzinną podróż.
Nie będę Cię męczyć...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz