piątek, 29 marca 2013

Marcowo

Nie. Nie zniknęłam.
Jestem.
Czasem mam nawet czas na podczytywanie.
Po prostu mam wokół siebie ludzi, którym rano robię polskie kanapki z masełkiem, jajkiem na twardo i sałatką.
A wieczorami wystawne kolacje.
A gdzieś pomiędzy pokazuję różne zakamarki miast bliższych i dalszych.
I po tych kilkunastu dniach nieustannego zajmowania się czymś lub kimś dochodzę do wniosku, że największą moją zmorą są moje własne myśli.
Cudownie jest mieć taki naturalny katalizator...

1 komentarz: