wtorek, 5 marca 2013

Dojrzałość


Cyk, cyk, cyk....
Cyka sobie nasza prywatna bomba.
Licznik włączony.
Odpali czy nie odpali?
A jak odpali, to co wtedy?
Będziemy uciekać gdzie pieprz rośnie czy budować nowe z kawałków porozrzucanych tu i ówdzie?
Znajdziemy siłę?
Będę się jeszcze beztrosko uśmiechać?
Jak to jest, gdy kończą się środki do życia?
Starczy mi siły na dialog?
Te i inne pytania jem ostatnio na śniadanie, obiad, kolację...
Starszą codziennie przed szkołą tulę tak samo i tak samo mówię, jak bardzo ją kocham.
Nie chcę, żeby wyczuwała moje rozedrganie, choć i tak pewnie wiele dostrzega.
Mężowi mówię przed wyjściem, żeby się trzymał, że będzie dobrze, że jest ok, a po zamknięciu drzwi mam ochotę usiąść i zapłakać, zawyć...
Dlaczego nikt mnie nie uprzedził, że matura to wcale nie jest egzamin dojrzałości....

23 komentarze:

  1. A ja dzisiaj tez czekam, bo moj M poszedl na rozmowe w sprawie pracy. Ile juz tych rozmow z Nim przechodzilam....W ciazy, po ciazy jak dzieci byly male i te nadzieje, ze mozna bylo by i to i to i gdyby tylko. To juz drugi etap. Wszedzie DC robi sie tak samo. Po tych ilus tam razach mysle sobie, ze najwazniejsze, ze mamy siebie i ta Rodzine a cala reszta jakos kiedys sie ulozy. Tez nie lubie tego czekania....L

    OdpowiedzUsuń
  2. L... miło, że jesteś.... długo Cię nie było...
    problem w tym, że on nawet nie jest zapraszany na rozmowy... rynek stanął w miejscu, stagnacja, wszyscy tłumaczą się kryzysem,
    patrzę na Starszą i zastanawiam się, czy w ogóle pójdzie tutaj do drugiej klasy... ktoś pyta mnie o wakacje, a ja nie umiem wytłamsić nawet zdania....

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasami 12 latka może mieć w sobie więcej dorosłości niż niektóre 20latki...przekonuję się o tym każdego dnia, kiedy czytam na Facebooku posty znajomej, która niedawno urodziła dziecko, tydzień potem imprezowała i tak weekend w weekend. I zastanawiam się (starając się uspokoić wewnętrznie) dlaczego to wszystko jest takie chore, dlaczego takie osoby, nie potrafią docenić skarbu jaki mają i są tak niedojrzałe

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieje, ze cos sie wykluje, ze jednak, a jesli nie, to ulozy sie tak, aby to byl pozytywny zwrot w zyciu, pomimo wszystko ... Trzymajcie sie ...
    Agula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki Agula za pocieszenie.... wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze.... absolutny brak szacunku dla pracownika, mnie to tutaj we Włoszech przeraża... mąż ma zaległy urlop jeszcze z ubiegłego roku. do końca kontraktu niecałe 2 miesiące. wczoraj usłyszał, że nawet niech nie próbuje wybierać urlopu, tylko ma wyrabiać wszystkie możliwe normy, cytuję 'w nadziei na przedłużenie umowy'....
      rozumiesz 'con la speranza!'... stawiają człowieka pod ścianą, wykorzystując do tego skrzętnie kryzys... ostatecznie pewnie i tak go zwolnią, a za urlop nie zapłacą, bo o niego nie poprosił. szczyt wszystkiego!

      Usuń
    2. Kasiu, tutaj uwazajcie, nie dajcie sie jesli chodzi o urlop czy inne prawa pracownika. Wiem, ze nie jest latwo, ale zwroccie sie do "sindacato", poradza wam jak sie zachowac i jak ewentualnie zgromadzic material do sadu pracy. Nie wiem jaka ma umowe Twoj maz (contratto a tempo indeterminato? a progetto ?) To prawda, ze perfidnie wykorzystuja brak mozliwosci na rynku pracy, ale z drugiej strony my rowniez im na to pozwalamy i to mnie najbardziej dobija we Wloszech. Takie pogrozki z pewnoscia sa karalne, jak rowniez szantaz.
      Agula

      Usuń
    3. contratto a tempo determinato.... tak wiem, mąż jest cały czas na linii con sindacato i z pewnością im tego nie popuści.... tylko, co potem....:)

      Usuń
    4. Potem ... kiedy prawie ze jestesmy w desperacji, okazuje sie, ze niespodziewanie pojawia sie inna szansa i tego Wam zycze. Potem ... macie rodzine i tu i tam, nie jestescie sami, przetrwacie jesli bedzie trzeba czasu, zeby sie ulozylo. Jesli sie nie ulozy, mozecie wrocic do Polski (ja tez sie zawsze pocieszam ta mozliwoscia, chociaz serce by mi peklo z zalu gdybym musiala sprzedac dom we Wloszech i wrocic do domu). Jest zawsze potem, nawet w najtrudniejszych czasach ...
      Agula

      Usuń
    5. znam to z autopsji... dwa lata temu sprzedałam dopiero co wybudowany dom.... serce nie pękło... :)

      Usuń
  5. Sa takie sytuacje, ze jako kobiety jedyne co mozemy zrobic to czekac z pomidorowa i banoffee pie. I zapachem i jednego i drugiego wygonic strach o to, co bedzie jutro, bo jutro i tak przyjdzie i samo znajdzie rozwiazanie z praca czy bez. Ale wazne jest zeby to co jest teraz zblizalo ludzi a nie oddalalo. Mozemy sie usmiechnac i dodac wiary, ze nawet jak oni sami w siebie juz nie wierza to my ciagle w nich wierzymy. Ta wiara czasem dodaje im skrzydel i jest poczatkiem tego lepszego czasu dla rodziny. Najwazniejsze to nie mowic, ze maz kolezanki albo kuzynki kupuje nowy samochod i znowu awansowal w pracy. Kiedy maz mojaj kolezanki sie z nia rozwiodl uswiadomilam sobie ze,co z tego jak maz mojej kolezanki nie kochal jej jak chyba moj mnie.Chyba... Tyle ze czasem tak trudno znalezc na to wszystko sile. Na zmiany......kolejne i optymizm. Ja tez czekam rozmowa zaczela sie o 9 i sobie trwa a ja czekam L

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem L, dziś rano chciałam coś znowu mądrego powiedzieć... ale po chwili namysłu po prostu podeszłam do niego, lekko poddenerwowanego i przytuliłam i powiedziałam mu na odchodne, że wiem, że jest mądry i rozsądny.... a reszta się zobaczy....

      Usuń
  6. Trzymaj sie,
    bedzie co ma byc, a Wy i tak dacie rade, bo jak mogloby byc inaczej ?

    Tutaj tez ludzie zalamuja rece nad tym co sie we Wloszech dzieje. Mamy duzo interesow z Wloskimi firmami, i widac golym okiem, ze jest niestety coraz gorzej.. :-(

    Sciskam



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki Tarsis! do tego wszystkiego dochodzi jeszcze taka niestety trzeba to powiedzieć włoska perfidia... czynnik ludzki został zepchnięty na drugi tor.... kto ma stołek nie liczy się z niczym i nikim, nie ważna produktywność, rentowność, ważne, że jego kieszenie są pełne.... brzydzi mnie takie podejście.... my... oczywiście, że damy radę.... musimy.... mamy dla kogo....

      Usuń
    2. Wiesz co, mysle, ze w takiej sytuacji wszedzie byloby podobnie... Kazdy patrzy wtedy tylko na koniec wlasnego nosa, i na wlasne profity, i slabsi i uczciwsi po prostu nie maja szans :-( straszne to jest...
      Sluchaj, a bierzecie w ogole pod uwage kolejna emigracje? Tzn jakis inny kraj, badz powrot do Polski ?

      Usuń
    3. Tarsis, tak... bierzemy pod uwagę....ale te ostatnie dwa lata nauczyły mnie, że nie chcę być tak bardzo daleko od moich czy mojego męża bliskich....dlatego raczej oscylujemy w okól wersji 'powrót do PL'... narazie czekamy na werdykt, potem do końca roku wzmożymy siły w szukaniu tutaj. w czerwcu wakacje w PL i przy okazji ewentualne szukanie tam...nie jestem w stanie w tych dniach myśleć konstruktywnie niestety.... leje deszcze, jest zimno... jestem zamknięta z małą w domu i ryczę.... chodzę w piżamie i ryczę... czuje się tak kompletnie bezradna, jak małe dziecko....

      Usuń
    4. No to dobrze, sa jakies perspektywy, jak nie tu to tam...
      Dacie rade, zobaczysz !
      Normalnie napisalabym nie rycz !
      Ale,
      porycz jezeli ma to przynisc ulge.. Czasem nie da sie inaczej, trzeba uwolnic emocje. Po poludniu juz na pewno bedzie lepiej !
      A wieczorem moze wspolna butelka dobrego wina, i po prostu bycie razem?

      Trzymam za CIebie mocno kciuki !

      Usuń
  7. Hej, Kasiu, napewno nie jest C lekko... wspolczuje i mocno sciskam, choc sie nie znamy :)
    Zycze by bylo jak najlepiej, a jesli beda zmiany, by byly dobre...

    OdpowiedzUsuń
  8. DC nie napisze Ci nie rycz, bo ja sama w takiej sytuacji ryczalam i chodzilam w pizamie i jeszcze jadlam zagryzajac paczka kromka z musztarda, kiedy moj maz z pozycji managera na pol Polski stawal sie bezrobotny a rachunki pozostawaly na poziomie top high. A jak mowilam idz do jakiejkolwiek pracy to mowil, ze nie i tak sobie mowilismy przez rok. I patrzylam jak chodzi w wyciagnietej podkoszulce a ja w swojej pizamie.I nagle moja pensja musiala starczyc a nie starczala. A dzieci ryczaly jak oszalale, bo gdzies zawsze czuja to napiecie. Moge Ci napisac, ze minelo i zyjemy i wiem, ze z wszystkiego mozna wyjsc. A potem tylko czasu szkoda, bo te dzieci tak szybo rosna i duzo musialam sie napracowac, zeby potem zlagodnialy, usmiechaly sie naturalnie i bezwarunkowo. Nie wracalabym tylko na Twoim miejscu do Polski jak masz meza Wlocha. To jednak znowu zaczynanie od poczatku.

    OdpowiedzUsuń
  9. DC wejdz na strone tes job i tam nawet dzisiaj jest praca dla nauczyciela muzyki w Rzymie link ponizej i wiele innych. Nie ma sensu czekac, trzeba cos dzialac.

    http://www.tes.co.uk/jobsSearchResults.aspx?parametrics=cat-10557&mode=browse&s_cid=JobsMap_Europe
    Daj znac czy cos znalazlas.
    L

    OdpowiedzUsuń
  10. A tu masz 4 inne tyle ze nie we Wloszech
    http://www.tes.co.uk/jobsSearchResults.aspx?parametrics=cat-10557,cat-10541&mode=browse

    OdpowiedzUsuń
  11. Przepraszam, ale ja nie jestem za wersja czekania. Czekanie okalecza. Nawet jesli nie wszystko albo prawie nic jest zalezne od nas, nie mozna tylko czekac. To wie kazdy, ktory duzo w zyciu przeszedl. Utrata pracy jest ogromnym stresem, ale nie jest beznadzieja, koncem zycia.
    W porownaniu z Wlochami, Polska teraz to bajka. Podjeliscie decyzje, a wlasciwie przedstawilas to tak, ze maz ja podjal za Was, i to byla zla decyzja. Niech wezmie odpowiedzialnosc, nie czeka, szuka pracy w Polsce. Niech robi wloska pizze albo uczy wloskiego, w Warszawie nie ma z tym problemu. Moze nie zarabia sie kokosow, ale na poczatek wystarczy.
    I na koniec dodam, bedzie dobrze:)
    Milla
    Przepraszam za brutalne slowa, ale takie glaskanie sie po glowach "bedzie dobrze" nic nie daje.

    OdpowiedzUsuń
  12. Milla.... wbrew pozorom nie czekam.... nie umiem czekać.... to mnie wyniszcza...

    OdpowiedzUsuń