piątek, 22 lutego 2013

Powoli do celu


Cztery tysiące słów to jednak sporo.
Myślałam, że się z tym szybko uwinę.
Ale to nie takie proste - pisać...
Dobrze, że jest termin.
Popijam kolejną kawę i już nawet nie przeszkadza mi bajka w lewym uchu i szum zmywarki w prawym.
Uśmiecham się do ulepionego dziś wieczorem półtorametrowego bałwana.
Obiecałam dziewczynkom, że jutro dolepimy nos i dorobimy oczy.
Jutro będzie futro, a narazie przede mną kilka godzin spokoju pod osłoną nocy...

8 komentarzy:

  1. bierzesz udzial w konkursie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie:) małe pisarskie zlecenie.... nie jestem typem konkursowym:)

      Usuń
  2. No więc weny twórczej życzę!
    Duży bałwan. I fajnie wygląda pod drzewkiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to nawet nie o wenę chodzi, tylko o odpowiednie opakowanie własnej wiedzy :) czuję się, jakbym wróciła do liceum, robię konspekty, śnią mi się po nocach profesorowie :)
      a bałwan? cudo .... i ileż radości!

      Usuń
    2. Taki trening zawsze się przyda...
      Mnie czasem się śni, że mam przed sobą maturę z matematyki....
      a przecież w ogóle nie zdawałam matematyki na maturze :)

      Usuń
  3. Dzieki, ze wrocilas do dawnego formatu... tak tu milo i przejrzyscie :), czuje sie jakbym wrocial do domu :))
    Pozdrawiam cieplo i zycze inspiracji w pisaniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ma za co...:) to nie był pierwszy sygnał... a poza tym mnie też podoba się cisza na blogu, a nie krzyk :)

      Usuń
  4. ja też wolę jak jest teraz... ;)

    OdpowiedzUsuń