czwartek, 10 stycznia 2013

Tulmy się

Zawaliłam. Nie dałam dziecku nic na czwartkowy obowiązkowy podwieczorek. Miałam upiec wieczorem muffinki, ale usnęłam z dziećmi. Mea colpa. Się zdarza. Nawet matce. Piwne oczka posmutniały. Obiecałam, że kupię rogalika i pączusia i doniosę. I doniosłam. Po godzinie. I jak to w życiu, szczególnie moim bywa, wpadłam w drzwiach o dziwo na wybiegającą ze szkoły Cri. Patrzę na przeszklone oczy i pytam prosto z mostu, jak to ja: Katar czy płacz? Płacz. Córka się buntuje. Cri nie daje rady. Szczególnie poranne wstawanie kończy się zawsze kopaniem, biciem, scenami i zwykle spóźnieniem do szkoły. Nie wiem, czy moje słowa cokolwiek pomogą. Pewnie niewiele. Zresztą kto tu kogo poucza. Najbardziej wymowne chyba w tym wszystkim było proste przytulenie. Matka matkę. Na szarym, zimnym, zamglonym parkingu. W zwykły czwartkowy poranek...

12 komentarzy:

  1. To przytulenie bylo na pewno bardzo wazne, dobre, i potrzebne..
    Tesknie cholernie za babskim przytuleniem i porozumieniem tutaj...

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak to prawda, czasem takie przytulenie jest bardzo ważne i potrzebne.
    To co tulimy się?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Się tulimy! Raz dwa trzy ..... start!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie chce dlugo, tylko jeden przytulak by mi wystarczyl. Ale taki intensywny, przekazujacy emocje, dodajacy otuchy i sily :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla Ciebie Tarsis też przytulas, taki mocny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tulamy tulamy mocno myślami dobrymi :)

    OdpowiedzUsuń
  8. i ja tulam Was Wszystkie !! tak mocno i mocno z serducha !!

    OdpowiedzUsuń
  9. Oprocz przytulania, ktore owszem jest wazne, ja bym sprobowala pogadac z ta Cri o calej sytuacji... po pierwsze kto tu kogo bije i kopie?! Chyba nie matka dziecko, co? Jesli tak to nie ejst dobrze... Jelsi odwrotnie to tez nie najlepiej oczywiscie.
    I cala sytuacja wskazuje na utrate kontroli nad sytuacja...
    Po drugie, dlaczego dziecko nie chce chodzic do szkoly? Moze cos sie wydarzylo w szkole, o czym nalezaloby porozmawiac, a moze po prostu dziecko chodzi za pozno spac, co tez nalezaloby zmienic...
    W kazdym razie chyba potrzebna jest pomoc?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gadam, codziennie. Przed i po szkole. Sytuacja jest prosta. Cri ma 47 lat, a matką jest od lipca. Adoptowała dwójkę czilijskich dzieci. Tu ewidentnie potrzebna jest pomoc specjalisty, bo z tego co słyszę schematy zachowań są jak najbardziej powtarzalne. Ja mogę tylko poklepać, przytulić, zaprosić na kawę i ciastko, gdy dzieciaki są w szkole i porozmawiać, dac się wypłakać...

      Usuń
  10. Aha... rozumiem, to znaczy troche moge to sobie wyobrazic. Interesowalam sie kiedys tym tematem i pamietam, ze tu, gdzie mieszkam oferowane jest i wymagane rowniez dlugotrwale przygotowanie do adopcji a potem oferowana jest stala pomoc, spotkania itd. jako ze dzieci adoptowane czesto "przynosza" ze soba wiele traum itp., poza tym sama przeprowadzka do innego otoczenia, kraju, kultury, jezyka itd jest bardzo traumatyczna...
    Jesli jeszcze dodac do tego fakt, ze czesto dzieci adoptowane sa pierwszymi dzieci danej rodziny, to mysle, ze jest to wielkie wyzwanie i dlugi proces, choc wiem, ze czesto pomyslny, ale wymagajacy duuuuzo cierpliwosci, wytrwalosci, milosci no i pomocy ze strony specjalistow.
    Mam nadzieje, ze Twoi znajomi maja takie wsparcie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ma, teoretycznie ma, w praktyce wiem, że też, zresztą na Chile zdecydydowali się właśnie dlatego, że biuro 'obsługujące' ten kraj jest w Bologni.... a w tego typu przypadkach bliskość taki instytucji jest chyba kluczowa...

      Usuń