poniedziałek, 28 stycznia 2013

Pokoncertowo

Gdyby w tym momencie jakiś przypadkowy kurier zapukał do mnie, a ja znalazłabym odwagę, żeby mu otworzyć, pewnie zaraz po wyjściu zadzwonił by na 112 z alarmem typu 'tej pani trzeba pilnie pomóc'... Wyglądam i czuję się fatalnie. Bluzka w paski. Szalik w kropki. Turkusowy serdak-ocieplak. Pomarańczowe rajstopy. Fioletowe skarpetki. Nie mam siły nawet na kolorystyczne dobranie ubrań, żeby za każdym razem, gdy przechodzę obok lustra nie wzbudzać sama w sobie odrazy.
Czerwone oczy. Makijażu brak. Potworny ból gardła. Nic nie pomaga.
Ale dziś robię sobie wolne. W zasadzie nie za bardzo wiem od czego, bo i tak wszystkie okołodzieciowe obowiązki trzeba należycie spełnić, żeby dożywić, ubrać, dopilnować. Ale wolne musi być. Tak dla zasady.
Miałam dzisiaj rozpocząć pracę nad pewnym projektem z uśmiechającym się do mnie z kalendarza deadlinem na 15 marca, ale dam sobie kilka dni na odchorowanie, bo niestety nie mam w sobie nic z automatu i żeby coś sensownego stworzyć muszę być po prostu w dobrej formie... Ale szszszszszszs.... Nic już więcej nie pisnę.... Jeśli znajdę cywilną odwagę, pochwalę się oficjalnie po 15 marca. Jeśli....

Choroba zaatakowała mnie co najmniej z taką siłę, z jaką woda zalałaby Solinę, gdyby ktoś nagle wyburzył tamę. Ja moją tamę miałam do wczoraj. Do mniej więcej 18.30. Gdy zagrałam pierwszy akord, zapomniałam o tym, że jeszcze przed chwilą ciekło mi z nosa i tylko podczas Partity i Pierwszego Preludium i Fugi Bacha wyprodukowałam dwie pełne kieszenie białych chusteczkowych kulek dyndających elegancko w mojej granatowej marynarce.
Adrenalina ma jednak moc silniejszą od niejednego lekarstwa.
Zagrałam. Tak jak chciałam. Energicznie, szybko, z ogniem, z pazurem, gdzie trzeba lirycznie, i pod kontrolą. Moja prof chyba byłaby ze mnie dumna. Chwila grozy i nagły skok ciśnienia nastąpił kilka minut przed, gdy moja poprzedniczka zaczęła się podręcznikowo sypać. Tak jak sypią się dzieci na szkolnych popisach, które nagle mają białą plamę i zaczynają kilka, albo kilkanaście razy i cały czas w tym samym miejscu przerywają grę.
Tak jak sypię się czasem ja w moich najgorszych koszmarach, gdy nagle okazuje się, że muszę wyjść na scenę i grać jakiś zaległy dyplom. Mir stawała kilkakrotnie i z uporem maniaka zaczynała od nowa. Kilka razy przeprosiła. Potem zaczynała od nowa. Syn oddelegowany do nagrywania powoli zapadał się pod krzesło. To było straszne. Czyłam jakiś nieogarnięty wstyd, żal, słyszałam chichot losu. Podręcznikowy przykład na to, że psychika robi z nami różne cuda. Byłam tak spanikowana, że chciałam uciec. Zapaść się pod ziemię. Wyparować. Zemdleć. Przypomniały mi się nagle moje liczne porażki, lata, kiedy z powodu randek i wieczornych wyjść na miasto byłam notorycznie niedoćwiczona, zmęczona. Byłam jak taki czarny rumak, który albo pojedzie świetnie i wygra, albo rozwali się o płot i skręci wszystkie kopyta.

Na szczęście czas nie stoi w miejscu. I nagle jest taki moment, gdy słyszysz swoje nazwisko i nie ma odwrotu. A potem już jest takie uczucie jak w Hemanie, bierzesz miecz do góry i wykrzykujesz 'Niech moc będzie ze mną'....

Po koncercie Angi po raz kolejny zapytała mnie, kiedy wreszcie kupię sobie ten klawesyn, bo ona ma mnóstwo planów co do mojej osoby... Stałyśmy tak na ulicy i rozmawiałyśmy. Pewnie wtedy mnie doszczętnie dowiało. Ale nie czułam nic, poza ogromnym bólem ramion. To niesamowite, jak ciężkie może być 11 stron Bacha.

Gdybym nie była tak koszmarnie chora, poszłabym tanecznym krokiem na miasto i wyła z radości...

11 komentarzy:

  1. Myślałam o Tobie wczoraj :)
    A teraz przyziemnie walnę: czosnkiem ją, czosnkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No patrz, ja już wszystkie domowe triki wypróbowałam, a o czosnku zapomniałam.... a myślisz, mogę go zjeść po leku przeciwzapalnym?

      Usuń
    2. Spokojnie, nie powinno być interakcji :D

      Usuń
  2. ja tez polecam czosnek!!! jadlam go razem z chlebem z maslem kilka razy dziennie po zabku i jakos udalo sie.... No a Tobie gratuluje baaaaaaaardzoooo, ze zagralas i ito tym bardziej pomimo choroby. Jestem z Ciebie dumna K..........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też z reguły futruję się czosnkiem, ale kilka minut temu wzięłam OKI i nie wiem, czy to mi nie zaszkodzi...:(

      Usuń
    2. Ja ostatnio poszlam za rada kolezanki z pracy i zaczelam sie leczyc miodem z manuka :) Pomaga! Nawet wystarczy 2 lyzki dziennie jak u mnie. Plus czosneczek, cebula, imbir, cytrynka ...

      A swoja droga to temperamentna z Ciebie dziewczyna :))

      Usuń
    3. Goasianna, temperaturna, temperaturna :)

      Usuń
  3. Echhh... Ta psychologiczne aspekty doprowadzaja do obledu, nawet tych, ktorzy graja zawodowo. Brawo za profesjonalizm i opanowanie pomimo cieknacego poetycko nosa ... (to element rozpraszajacy).
    Agula

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratulacje! Ciesze sie razem z Toba z takiego sukcesu.

    OdpowiedzUsuń
  5. jak to czytałam to przypomniały mi się wszystkie koncerty w szkole muzacznej, raptem tylko 1 stopnia - ale wtedy były one wystarczająco "poważne" by nabawiać się kilkugodzinnej nerwicy. i te zacięcia w jednym miejscu po kilka razy, raz tylko mi się to zdarzyło ale największemu wrogowi nie zyczyłabym takiego stresu!
    Tym bardziej gratuluję sukcesu!

    OdpowiedzUsuń