czwartek, 31 stycznia 2013

Pion osiągnięty

Wróciłam ewidentnie do pionu.
Wizualnie jestem jeszcze na chorobowym, ale fizycznie już po.
Jest jeszcze parę rzeczy, które trzeba dokurować, ale nie ma co porównywać z początkiem tygodnia.
Jest względna forma, jest robienie zaległego prania, wietrzenie pokoi.
Dziś nawet pokusiłam się o domowej roboty oponki, ale wyszły mówiąc bardzo delikatnie 'kompletnie do dupy'.
Nawet mi się nie chce na nie patrzeć, tym bardziej fotografować.
Nie będę pisać od kogo i skąd, bo blog się stara bardzo w wyścigu po trofeum.
Ale może to ja się nie znam. Może... Pewnie tak.
Za oknem mgła. Typowa dla tego regionu Włoch. Taka mgła, która dosłownie wchodzi przez okno i prosi się o zrobienie z niej bitej śmietany.
Trudno mi uwierzyć w to, że za kilka dni ma być lepiej. Bo, że ma, to wynika jasno i wyraźnie z rysunków i tabelek, na które klikam z uporem maniaka...
Nieźle to wszystko wykombinowane. Doprowadzić ludzkość do stanu kompletnego pozimowego wykończenia, a potem wodzić za nos byle promykiem słońca i powiewem cieplejszego wiatru... A my i tak co roku się na to nabieramy...

1 komentarz: