poniedziałek, 7 stycznia 2013

Miasto offline



Życie offline jest piękne. W życiu offline moje miasto to nie tylko mariacka.eu, ale również, a może i przede wszystkim specyficzny zapach powietrza, który czuć już od przejścia w Ostrawie, to opustoszałe drugie piętro w Zenicie i siermiężna kotara z koca zawieszona przy wejściu, na wszelki wypadek, na mrozy... Dworzec mnie wzruszył. Przemknęły mi przed oczami setki godzin spędzonych w oczekiwaniu na pociąg relacji Katowice-Rybnik, względnie Orzesze lub Mikołów, godziny przedreptane w przeciągach i smrodzie, ale za to z najtańszymi bananami w mieście... I choć lubię wygrzać czasem tyłek w eksluzywnej kawiarni hotelu na Dworcowej, to jednak moje miasto to zdecydowanie to drugoplanowe. Podwójne podwórka i ukryte sklepy pasmanteryjne, tu krawcowa, tam szewc. Niezmiennie dobry kurczak z rożna na Mielęckiego i zapach pieczonego chleba na Mariackiej, taki, że aż się chce usiąść na schodkach i czekać do świtu, aż otworzą piekarnię. Kocham moje miasto miłością bezwarunkową.


16 komentarzy:

  1. Dobrze ze jestes!

    Ja tez na tym dworcu spedzilam troche czasu...
    Tak mi teraz nostalgicznie, ze az nie wiem co napisac... A na Mariackiej polecam Len Arte, pizzerie mojej znajomej :-)
    Jak na polskie warunki serwuja bardzo wloska pizze, ktora piecze przesympatyczny wloch Franco :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tarsis, świat jest mały, malutki.... LenArte przetestowane juz w ubiegłe wakacje, to takie zboczenie, gdy ma się męża Włocha :) a Franco? rzeczywiście sympatyczny, pamiętam go jeszcze jak na mariackiej w Kato chyba robił po prostu najprostsze w świecie panini...sierpień + piwo na mariackiej + panini Franco = metafizyka:)

    OdpowiedzUsuń
  3. No widzisz, to super :-) Teraz powiekszaja lokal o pomieszczenie, ktore bylo obok, bedzie nareszcie troche wiecej miejsca :-) Ja w lecie zachwycalam sie pizza z pasta truflowa, byla wspaniala :-)
    Ehhh Kato, kupa wspomnien, a z dworcem jak najbardziej. Byl nawet taki czas ze codziennie na nim bywalam, bo jezdzilam do pracy... Tyle roznych wspomnien... jako nastolatki jezdzilysmy pod Zywiec, do Wegierskiej Gorki, nigdy nie zapomne jak czekajac na pociag przewrocil sie plecak ze stelazem jednej z nas, i rozbila sie schowana w nim 0,7 wodki zalewajac wszystkie ciuchy i kosmetyczke z i tak marnymi i wychuchanymi wtedy skarbami ... ;-)ehhhhh....

    OdpowiedzUsuń
  4. wiem wiem, byłam, przechodziła,czytałam:)i choć trufle to nie moja bajka, to pewnie tam wrocimy... bo w sumie na katowickiej mapie kulinarnej kiepskawo z dobrym żarciem, takie przynajmniej odnoszę ostatnio wrażenie.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tam sie na pewno zawsze cos dobrego znajdzie :-)

      Powiem Ci ze ja jak jestem w Polsce to wystarczaja mi pierogi, kluski, surowki, zurki, placki, nalesniki i wszytskie inne typowo polskie, a najlepiej z baru mlecznego przysmaki :-D

      Usuń
  5. tak tak, szukanie wloskiego jedzenia to faza druga, po kilku dniach jedzenia kapusty z grochem, wigilijnego barszczu, pierogów, bigosu i innych takich :)

    OdpowiedzUsuń
  6. w zuplenosci rozumiem :-)
    A jestes juz u siebie czy dalej Silesia?

    OdpowiedzUsuń
  7. DC to tez moje miasto i mojego meza....ale mi sie zatesknilo..L

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi
    1. Tak Tak.Ciagle mamy tam swoje mieszkanie...a nuz wrocimy. I dom w Zabrzu a nuz wrocimy.....Tam czuje sie u siebie i jakas taka dumna ze Spodek, ze ladnie tam i nie mam komleksow.W parku w Chorzowie moj maz mi sie oswiadczyl, bo tam byla nasza pierwsza randka i wiele nastepnych i tyle wspomnien. L

      Usuń
  9. Niesamowicie sentzmentalnie! A ja w Twoim miescie za dwa miesiace bede na koncercie mojego idola sprzed ponad 15 lat, zreszta wlasnie 15 lat temu i wlasnie w Twoim miescie widzialam go na zywo ostatni raz. Jejusicku, tyle wspomnien!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ano! Bo jakby nie było, ale spodek to spodek!

    OdpowiedzUsuń
  11. Je-ny, ja w tej kawiarni hotelowej na Dworcowej pracowałam. Też offline:)

    OdpowiedzUsuń